Na koncerty Budki Suflera i B.B. Kinga przyszli policjanci zajmujący się przestępczością gospodarczą. Sprawdzali, czy koncerty organizowane są zgodnie z prawem.
Okazało się, że zarówno organizatorzy występów Budki jak i agencja, która ściągnęła do Polski B.B. Kinga nie mają licencji z ZAiKS-u, organizacji reprezentującej artystów. W prawie autorskim organizowanie koncertów bez takiej licencji kwalifikowane jest jako przestępstwo.
W dzień pierwszego koncertu Budki w Sopocie (początek lipca) do policjantów dotarło zawiadomienie o przestępstwie, złożone przez dyrektora oddziału terenowego ZAiKS-u w Katowicach.
- Firma Kam-Art, organizator sopockiego koncertu, nie ma z nami umowy licencyjnej już od października 1998 roku – powiedział ,Dziennikowi" Ryszard Nowosadzki, dyrektor katowickiego ZAiKS-u. – Uporczywie uchylają się od podpisania stosownych dokumentów.
Policjanci, którzy pojawili się w Operze Leśnej 2 lipca przesłuchali w charakterze świadka Andrzeja Koczyka, pełnomocnika Kam-Artu. Przyznał on, że miał świadomość iż organizowanie koncertu bez licencji to łamanie prawa autorskiego.
Kilka dni później do prokuratury w Sopocie trafiła kolejna sprawa o łamanie prawa autorskiego. Tym razem chodziło o koncert słynnego ,króla bluesa" z USA B.B. Kinga. ,Król" zagrał w Operze Leśnej 10 lipca w ramach festiwalu Gdynia Summer Jazz Days. Zawiadomienie o przestępstwie złożył dyrektor sopockiego oddziału ZAiKS. Organizator koncertu B.B. Kinga, agencja Colosseum z Gdyni nie ma umowy licencyjnej z ZAiKS od stycznia br.
- Te zarzuty są nieporozumieniem – twierdzi Jarosław Tylicki, szef Colosseum, przesłuchany przez policję w charakterze świadka.
Autor artykułu: Łukasz Wróblewski