Wczorajsze szóste zawody lekkoatletyczne Grand Prix Sopotu im. Janusza Sidły na stadionie SKLA przejdą do historii jako słabe pod względem poziomu sportowego.
Tego zresztą należało się spodziewać, jako że szczupły budżet imprezy nie pozwalał ściągnąć żadnej ze światowych gwiazd. Ponadto mamy początek sezonu i lekkoatleci dopiero się rozkręcają. Przypominijmy, że sopoccy działacze w rycerskim geście odstąpili pierwotny – czerwcowy termin Poznaniowi, który organizuje wielki mityng Żywiec SA Cup z udziałem całej plejady światowych supergwiazd. Budżet poznańskiej imprezy opiewa na 2 ml zł, wczorajszej sopockiej był dziesięciokrotnie mniejszy. Porównanie wielce wymowne…
Najwartościwszy wynik memoriału Sidły osiągnął Rajmund Kółko w rzucie oszczepem. Zawodnik stołecznej Skry uzyskał 81,03 m i nieznacznie o 11 cm wyprzedził rekordzistę Polski Dariusza Trafasa.
Drugą konkurencją, której przebieg bardziej zaciekawił widownię były sprinty. Tu walkę z najlepszymi nawiązał utalentowany Łukasz Chyła z SKLA Sopot. W eliminacjach na 100 m zostawił w pobitym polu wszystkich olimpijczyków, uzyskując najlepszy czas 10,65. W finale był jednak dopiero czwarty, ale spóźnił nieco wyjście z bloków startowych, a rywale pobiegli szybciej. Wygrał Marcin Krzywański (Skra Warszawa) w czasie 10,55 przed Piotrem Balcerzakiem 10,58. Chyła miał 10,66, tyle co trzeci Tomasz Linka. W biegu na 200 m triumfował Robert Maćkowiak (Śląsk Wrocław) 21,21, a Chyła finiszował na drugiej pozycji 21,40. Zarówno w sprinterskich biegach jak i w rzucie oszczepem na wyniki wpłynął ujemnie przeciwny wiatr.
Jeszcze jeden zawodnik SKLA Sopot zwrócił wczoraj na siebie uwagę – Jakub Czaja. Ten młody specjalista od biegania przez przeszkody, zwyciężył w niezłym stylu na 5000 m w czasie 13.56,06. Przez długi czas bieg prowadził Dariusz Kruczkowski z bydgoskiego Zawiszy, ale finisz należał do Czai. Wiele spodziewaliśmy się po ewentualnym występie Moniki Pyrek w skoku o tyczce. Niestety, w tym czasie musiała zdawać egzamin z prawa na Uniwersytecie Gdańskim i nie zdążyła przyjechać na konkurs.
Dla sopockiej młodzieży szkół podstawowych i gimnazjalnych frajdą były biegi sztafetowe. Biegnących dopingowali koledzy. Dlatego trybuny, mogące pomieścić 5 tys. widzów były w sporej części zapełnione. Gościem imprezy była, jak zawsze, małżonka nieżyjącego Janusza Sidły, pani Ewa Sidło.
Autor artykułu: Paweł Kowalski