Archive for April, 2001

Za ścianą pies zjadał pana, a sąsiedzi nic nie zauważyli

Monday, April 30th, 2001

Potworny odór gnijącego ludzkiego ciała i przyschniętych psich odchodów był niczym w porównaniu do makabrycznego widoku, jaki zastali w mieszkaniu gdyńscy policjanci i strażacy. Ludzkie zwłoki z wyjedzonymi częściami głowy, szyi i klatki piersiowej. Obok nich przerażony jamnikopodobny psiak. Zmarłemu panu zawdzięczał życie.

60-letni Władysław D. od lat zajmował mieszkanie na pierwszym piętrze pięciokondygnacyjnego domu, przy ul. Morskiej 110 w Gdyni Grabówku. Był samotny. Czasem tylko odwiedzała go znajoma, pani Anna. Widywano ją potem, jak wyprowadza na spacer psa pana Władysława.

Przed godz. 20 w środę (25 kwietnia) na dworze było już szaro. Pani Anna, która po kilkumiesięcznej przerwie zjawiła się w domu na próżno usiłowała dostać się do mieszkania 60-latka. Choć wewnątrz, jak twierdzi, paliło się światło, a pies miotał się na parapecie, mężczyzna nie otwierał. Długo się nie namyślała, tylko wezwała policję. Ta z kolei po przyjeździe na miejsce natychmiast zaalarmowała straż pożarną.

- Funkcjonariusze zdecydowali się siłą wejść do mieszkania, istniało bowiem zagrożenie, że wewnątrz jest człowiek, który potrzebuje pomocy – wyjaśnia kapitan Piotr Socha, rzecznik Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Gdyni.
Pan Władysław chorował na serce, miał kłopoty z krążeniem.
- Jakiś czas temu przeszedł zawał – dopowiada pani Anna.
Strażacy wypchnęli lufcik w kuchni i przez okno dostali się do wnętrza. Odjęło im mowę na widok psich odchodów i ludzkiego wyjedzonego przez psa ciała. Potworny odór wgryzał się w nozdrza.- W takiej sytuacji trudno trzymać nerwy na wodzy – rzuca kapitan Socha.

Na miejsce przyjechali również biegły lekarz sądowy, pogotowie ratunkowe oraz prokurator. Według wstępnych ustaleń, pan Władysław prawdopodobnie zmarł śmiercią naturalną około półtora miesiąca temu. Pies ratując się przed głodem i śmiercią, po kawałeczku pożerał ciało swego pana.
- Przyczyny zgonu wyjaśni dopiero sekcja zwłok – twierdzi Danuta Wołk-Karaczewska, rzecznik gdyńskiej policji. – Pies zmarłego był agresywny i został odwieziony przez służby weterynaryjne do schroniska dla zwierząt w Gdyni Redłowie.

Zwierzę powoli odzyskuje siły. W gdyńskim schronisku ma dobrą opiekę. Pies jest spokojny, zwyczajny – twierdzą pracownicy placówki.
- Nie można obwiniać go, że jadł zwłoki pana – twierdzi Roman Taube, lekarz weterynarii w lecznicy dla zwierząt w Redłowie. – Działał instynktownie. Każde zwierzę w tej sytuacji zachowałoby się podobnie. Powinien trafić do adopcji. Właśnie teraz potrzebuje miłości i opieki.
Sąsiedzi zmarłego zastanawiają się, kto go pochowa. Może córki ze Szczecina?
- Albo opieka społeczna – zamyśla się Henryka Okuniewska, mieszkanka domu przy ul. Morskiej. – Do mieszkania po zmarłym pewnie wprowadzi się nowy lokator…

Autor artykułu: Sylwia Ressel

Kalkowski w Galerii Alicji

Monday, April 30th, 2001

Temat wystawy Kazimierza Kalkowskiego w Galerii Alicji określa już sam tytuł: “Muzyka w porcelanie”. Jest to jedyny tytuł na tej wystawie; swoich wytworów artysta bowiem nie tytułuje, nie chcąc – jak mówi – niczego narzucać wyobraźni odbiorcy.

- Koncentruję się na samej pracy, nie kombinuję w słowach, nie podpowiadam, żeby to, co robię, było zrozumiałe dla drugiej osoby albo nawet dla mnie. Dowodem na to, że postępuję słusznie, są opowiadania różnych ludzi na temat moich prac. Bardzo często się im dziwię. Sam bym tego nie wymyślił.

Nie samą muzyką jednak Muza Kalkowskiego żyje. Dochodzi i tu do głosu – jak czytamy w inskrypcji na jednym z jego dzieł – “temat ciągle aktualny”: ślepy traf, śmierć, marność, którą autor Księgi Koheleta miał za esencję ziemskiego bytu: “Marność nad marnościami i wszystko marność”. Przeciw której Kalkowski jednak buntuje się. – Szlag by to trafił! – przeklina. – Człowiek jeszcze coś mógłby dobrego zrobić, coś złego naprawić, a tu jakiś wypadek: ktoś cię najedzie, ktoś strzeli, coś spadnie, serce stanie i po wszystkim.
Trudno rozsądzić, który temat – muzyczny czy marnościowy – nad którym góruje. Powiedziałbym, że oplatają się wokół pnia Drzewa Życia jak dzikie wino.

Oto muzycy, pojedynczo i parami, pędzą wprost ze ścian na widza, równie zawzięcie pedałując – każdy na jednym kole! – co dmąc w trąby, saksofony, rozciągając harmonie na pół świata. Cyrkowa klezmeria, czy jeźdźcy Apokalipsy?
Oto Drzewo Życia, ku którego koronie po klawiaturze jak po schodkach wspina się wszelka żywioła, od dinozaurów po człowieka. Dumna Korona Stworzenia czy wicie ciepłego gniazdka?

Oto instrumenty: harfa, która zrosła się z harfiarzem, skrzydlaty fortepian stopiony z pianistą, samojezdne skrzypce na kołach, gitara, w której wnętrzu gra orkiestra. Dla orkiestry gitara jest wszechświatem, dla nas – dziecięcą opowieścią o tym, dlaczego gitara wydaje dźwięki: bo orkiestra w niej gra! Instrumenty czego?
Ówdzie zaś – jedyna przeze mnie odcyfrowana inskrypcja: “Gra o duszę interpretacja dowolna (II wersja)” z dopiskiem “nic osobistego”. Jak to – nic?! Przecież to najbardziej osobista Kazimierza Kalkowskiego gra o własną duszę! Uwaga: Kalkowski to wyrafinowany gracz…

Kazimierz Kalkowski, ,Muzyka w porcelanie”. Galeria Alicji, Wrzeszcz, ul. Grunwaldzka 99/101. Czynna dziś oraz od 8 do 10 maja.

Autor artykułu: Tadeusz Skutnik

Podejrzana kukurydza

Monday, April 30th, 2001

W sobotnie przedpołudnie lider NSZZ “Solidarność” Rolników Indywidualnych Marian Zagórny doprowadził do kontroli kukurydzy, co do której istnieje podejrzenie, że jest modyfikowana genetycznie.

Ziarno przypłynęło do gdyńskiego portu na chińskim statku Zhao Yang Hai z Argentyny. Około godz. 11, pod bramę gdyńskiego portu przybył Marian Zagórny wraz z grupą popierających go rolników. Związkowcy zapewnili, że chcą tylko dopilnować kontroli i nie zamierzają łamać prawa. O transporcie “podejrzanego” ładunku NSZZ “S” RI poinformował Państwową Inspekcję Skupu Przetwórstwa Artykułów Rolnych, której inspektorzy pobrali próbki kukurydzy ze wszystkich ładowni statku.Rolnicy twierdzą, że żywność modyfikowana genetycznie zalewa polski rynek.

Oficjalnie, ładunek przypłynął do gdyńskiego portu z Argentyny, jednak jak dowiedzieli się reporterzy “Dziennika”, sama kukurydza pochodziła z USA.
Związkowcy zapowiedzieli kontrolę wszystkich polskich portów oraz przejść granicznych. Kolejną akcję zaplanowano na pierwsze dni maja w porcie szczecińskim, do którego zapowiadane jest wejście statku z 50 tysiącami ton genetycznie modyfikowanej żywności.

Autor artykułu: Piotr Paciorek

Mierzymy ciśnienie

Saturday, April 28th, 2001

W dwóch kartuskich aptekach można nieodpłatnie zmierzyć sobie ciśnienie i puls. Z ustawionego w placówkach ciśnieniomierza może skorzystać każdy. Obsługa urządzenia jest bardzo prosta, jeżeli jednak ktoś nie wie jak wykonać badanie, pomocą służą pracownicy aptek. Każdy zainteresowany otrzyma wydruk z wynikami.

- Ludzie przychodzą do apteki i mierzą sobie ciśnienie, a z wydrukami udają się do lekarza – powiedziała Anna Gawin, kierowniczka apteki przy ul. Kościuszki 17. – Pacjenci mierzący ciśnienie u lekarza są czasem zdenerwowani, co może mieć wpływ na wyniki. Przychodząc tutaj, są spokojniejsi.
Mierzeniem ciśnienia w aptece zainteresowani są nie tylko mieszkańcy Kartuz, ale także ościennych gmin. Dziennie z badań tych korzysta około 30 osób w różnym wieku. Badania można wykonać w aptece “św. Huberta” przy ul. T. Kościuszki 17 oraz aptece “Przy Rynku”, przy ul. Rynek 10 w Kartuzach.

Autor artykułu: (or)

Passa Pomezanii

Saturday, April 28th, 2001

Dziś o godz. 16 na stadionie przy ulicy Toruńskiej malborska Pomezania podejmuje w meczu IV ligi Orlęta Reda. Podopieczni Edwarda Budziwojskiego mają szansę podtrzymać serię meczów bez porażki.

Malborczycy nie przegrali od czterech kolejek. Najpierw bezbramkowo zremisowali z Piastem Człuchów i Żuławami Nowy Dwór Gd., później przed własną publicznością pokonali 1:0 sztumską Olimpię oraz na wyjeździe 2:1 Jantar Ustka. Ostatnio w meczu pucharowym zrewanżowali się Chojniczance Chojnice za porażkę w lidze.

Dzisiejszy rywal malborczyków zajmuje dziewiąte miejsce w tabeli z dorobkiem 40 punktów i stosunkiem bramek 51:32. Pomezania, czternasta w tabeli (34 pkt, w bramkach 38-38), traci do Orląt 6 punktów. Biorąc pod uwagę wyniki ostatniej kolejki, gospodarzy można uznać za faworyta dzisiejszego meczu. Na wyjeździe pokonała bowiem silniejszy zespół Jantara Ustka, zaś Orlęta zremisowały 1:1 z Olimpią Sztum.

Pomezania wystąpi dzisiaj prawdopodobnie w swoim najsilniejszym składzie. W bramce pojawi się z pewnością Rybarczyk, który z meczu na mecz spisuje się coraz lepiej. Na pozycji stopera wystąpi Cicherski, który mimo że nie trenuje z zespołem, doskonale rozumie się z resztą obrońców. Oprócz niego w obronie zagrają: Karpiński, Rzążewski i Piechota.

Autor artykułu: (jeż)

Tajemniczy pochówek

Saturday, April 28th, 2001

- Podczas budowy domu w latach 80. także znajdowałem czaszki ludzkie. Zgłosiłem to do Urzędu Gminy, ale nikt się tym nie zainteresował – mówi Mieczysław Komorniczak, właściciel gospodarstwa, gdzie znaleziono ludzkie szczątki.

Czaszka, którą znaleziono w Rozpędzinach, pochodzi prawdopodobnie sprzed 40-60 lat. – Czaszkę zakopano na niewielkiej głębokości, ok. 50 cm, możemy więc przypuszczać, że był to pośpieszny pochówek, związany z działaniami wojennymi – mówi Mirosław Andryskowski, prokurator rejonowy w Kwidzynie. – O znalezisku powiadomimy Instytut Pamięci Narodowej.

Następnego dnia, w czwartek, wykopano pięć kolejnych czaszek i ludzkie szczątki.

Marek Warżała, kierownik sekcji konserwacji sieci TP SA w Kwidzynie, twierdzi, że na planach, którymi dysponują, w tym miejscu nie zaznaczono miejsca pochówku. W Rozpędzinach jest stary poniemiecki cmentarz, ale na wzgórzu, kilkaset metrów od miejsca, gdzie znaleziono czaszkę.
Mieczysław Komorniczak twierdzi, że już kilkanaście lat temu podczas budowy domu natrafiał na szczątki ludzkie. Zgłaszał to do Urzędu Gminy, ale ówczesne władze nie zainteresowały się znaleziskiem. Edmund Wierzba, wójt gminy Kwidzyn, który od kilkunastu lat pełni tę funkcję, nie przypomina sobie podobnej sprawy.
- Podczas prac przy budowie tego domu znajdowano nie tylko czaszki, ale także szczątki ludzkie – mówi Barbara Stocka, emerytowana nauczycielka z Rozpędzin. – Mój mąż proponował, aby je zebrać i pochować w jakiś godny sposób. Słyszałam także, że informowano gminę o znalezisku, ale w tamtych czasach na takie sprawy nie zwracano większej uwagi.

Mieszkańcy wsi wysuwają hipotezy na temat znalezisk. Niektórzy twierdzą, że chowano tam ludzi zmarłych na cholerę w XVIII wieku. Inni, że są to osoby, które pracowały przymusowo podczas ostatniej wojny w pobliskiej cegielni. Jeszcze inni, że są to szczątki robotników budujących pobliski nasyp kolejowy.

Autor artykułu: (chan)

Nasze Miasto na papierze!!!

Thursday, April 26th, 2001

Dzisiaj w “Dzienniku” znajdziesz specjalną wkładkę “Nasze Miasto”, a w niej Informator kulturalny z adresami kin, teatrów, muzeów oraz mnóstwem ciekawostek i informacji ze świata kultury.

Autor artykułu: (kab)

Proces Andrzeja Leppera

Thursday, April 26th, 2001

Już 2 maja okaże się, czy Andrzej Lepper, szef “Samoobrony” będzie musiał trafić do więzienia. Kary 1,5 roku pozbawienia wolności zażądał dla niego prokurator Marcin Włodarczyk.

Charyzmatyczny lider odpowiada przed gdańskim sądem za znieważenie prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego oraz Janusza Tomaszewskiego i Leszka Balcerowicza, byłych wicepremierów.
Wczoraj odbyła się kolejna rozprawa, na której nie pojawił się jednak Andrzej Lepper. Swej nieobecności szef “Samoobrony” nie usprawiedliwił zwolnieniem lekarskim. Do sądu trafił jedynie faks, w którym oskarżony poinformował o swojej chorobie. Mało przekonujący dla orzekających w sprawie sędziów był też odpis opinii lekarskiej zaświadczający o niedyspozycji Leppera. Z pisma wynika, że oskarżony cierpi na chorobę wieńcową, otyłość i nadciśnienie tętnicze.

Mimo nieobecności lidera “Samoobrony” prokurator Marcin Włodarczyk wnioskował o aresztowanie Andrzeja Leppera. – By pokazać opinii publicznej, że polskie prawo obejmuje każdego obywatela należy zastosować karę pozbawienia wolności, a nie grzywnę – powiedział prokurator Włodarczyk. – Tylko kara więzienia może spełniać funkcje prewencyjne.

Zdaniem prokuratora nie można przyzwalać na kolejne przykłady łamania prawa przez lidera “Samoobrony”. Z zarzutami tymi nie zgadza się obrońca Andrzeja Leppera, który twierdzi, że czyny zarzucane oskarżonemu nie mają znamion przestępstwa.

Lepper odpowiada przed sądem za swe wypowiedzi z 1999 roku. Wówczas oskarżony miał stwierdzić, że prezydent Aleksander Kwaśniewski “jest największym nierobem w Polsce”. Leszek Balcerowicz, ówczesny minister finansów określony natomiast został mianem “idioty ekonomicznego”. Byłego ministra spraw wewnętrznych i administracji, Janusza Tomaszewskiego oskarżony nazwał “bandytą”.

Wyrok w tej sprawie poznamy za tydzień.

Autor artykułu: (ron)

Nowy falochron

Thursday, April 26th, 2001

Przebudowany gruntownie falochron zachodni, który zwiększy bezpieczeństwo żeglugi, oddano do użytku w porcie łebskim. Jest to największa inwestycja hydrotechniczna, jaką ostatnio zrealizowano na pomorskim wybrzeżu, podległym Urzędowi Morskiemu w Słupsku.

- Modernizacja wejścia do portu była bardzo trudna technicznie – przyznaje Jerzy Wiśniewski, zastępca dyrektora ds. technicznych słupskiego urzędu. Prace hydrotechniczne prowadziliśmy na lotnych piaskach, na których zbudowano cały port. Było to przyczyną wielu problemów budowlanych, które musieli rozwiązać specjaliści z Politechniki Gdańskiej. Piach przenikał przez ażurową konstrukcję falochronu zachodniego i spłycał wejście portowe.

Oddany do użytku falochron przedłużono o ponad 100 m i podwyższono do 3 m. Do 5 m pogłębiono wejściowy tor wodny. Ostatecznie roboty hydrotechniczne, łącznie z oznakowaniem wejścia portowego, kosztowały 11,5 mln zł. Prace sfinansowało Ministerstwo Transportu i Gospodarki Morskiej, zaś wykonała je – Hydrobudowa Gdańsk.

- Wejście i wyjście z portu w Łebie było w przeszłości dość niebezpieczne – twierdzi dyrektor Wiśniewski. – Obecnie, nawet przy silnym wietrze, mniejsze statki i jachty będą mogły bez kłopotów wchodzić do portu. Zapewne zachęci to żeglarzy do odwiedzania łebskiej mariny, czyli przystani jachtowej.

Nowe wejście do portu i nowoczesna marina kontrastują z nabrzeżami, których część jest w fatalnym stanie. Niektóre z nich zbudowano jeszcze w końcu XIX wieku.

Autor artykułu: (DŁ)

Będzie śledztwo w sprawie browaru

Wednesday, April 25th, 2001

Istnieje uzasadnione podejrzenie, że podczas prywatyzacji, późniejszych przekształceń własnościowych i likwidacji gdańskiego browaru Hevelius zostało popełnione przestępstwo – stwierdziła wczoraj Prokuratura Apelacyjna w Gdańsku i nakazała Prokuraturze Okręgowej wszczęcie śledztwa w tej sprawie.

Będzie to jedno z najbardziej skomplikowanych i istotnych postępowań prowadzonych przez gdańskich prokuratorów. Najpoważniejsze wątpliwości według Prokuratury Apelacyjnej budzi fakt, iż podczas prywatyzacji browaru w 1995 roku spółka Brewpole zobowiązała się zainwestować w przedsiębiorstwo15 milionów dolarów.

- Tak się nie stało. Później, na skutek rozmaitych przekształceń własnościowych doszło do likwidacji browaru, wyeliminowania go z rynku. To musi budzić obawy popełnienia przestępstwa – wyjaśnia Krzysztof Trynka, rzecznik prasowy Prokuratury Apelacyjnej.
Prokurator Trynka dodał, że w śledztwie sprawdzone zostaną m.in. działania Zarządu Hevelius Brewing Company oraz osób, które odpowiadały za prywatyzację przedsiębiorstwa ze strony ówczesnego zarządu miasta.
Przypomnijmy, że miasto Gdańsk domaga się od Grupy Żywiec S.A., obecnego właściciela browaru, odszkodowania w wysokości 15 mln dolarów za brak inwestycji. Cywilne procesy toczą się przed sądami w Gdańsku i Bielsku-Białej.

Autor artykułu: (wrób)