Po rundzie jesiennej piłkarze Arki DAKA Gdynia otwierali ligową tabelę. Nic więc dziwnego, że w klubie wszyscy liczyli na awans do II ligi.
No i udało się powrócić na szczebel centralny po 6 latach przerwy. Różnica punktowa z jaką zakończyła rozgrywki Arka może być jednak myląca. 9 pkt przewagi nad Wartą i 10 nad Flotą zupełnie nie oddaje dramaturgii rozgrywek. Warta nie liczyła się praktycznie od początku rundy, natomiast kłopoty finansowe Floty sprawiły, że piłkarze tego zespołu w końcówce wyraźnie odpuścili. A przecież Kamil Jakubiak, Krzysztof Mikuła i spółka napędzili dużego stracha sympatykom Arki.
Gdynianie słabo rozpoczęli rundę. Większość spotkań, i to z niżej notowanymi rywalami, podopieczni Mieczysława Gierszewskiego remisowali. W meczach, w których wygrywali, również nie zachwycali. Tymczasem Flota potrafiła to wykorzystać i po 7 wiosennych kolejkach na kilka tygodni zasiadła na fotelu lidera. Decydująca była chyba 11 seria spotkań w rundzie rewanżowej. Wówczas Flota dosyć nieoczekiwanie straciła punkty z Mienią Lipno. Arka znała wynik swoich rywali, a mimo to gdynianie przegrali w Brodnicy ze Spartą.
Zimny prysznic podziałał na szczęście właściwie. Gdynianie do końca sezonu odnieśli 7 zwycięstw i tylko 3 razy remisowali. Po wywalczeniu awansu Grzegorz Witt wyznał:
- Po tej porażce w Brodnicy poczułem się bardzo pewnie. Wiedziałem, że to my awansujemy do drugiej ligi – mówił.
Awans gdynian przed własną publicznością świętowało około 4 tysięcy kibiców. Była to rekordowa frekwencja w zakończonym sezonie. Kibice nie rozpieszczali jednak klubowego skarbnika w trakcie rundy wiosennej. Na mecze przychodziło średnio 800-900 kibiców. Frekwencja nie była więc zbyt dobra.
Bilety nie były drogie, ale produkt chyba mimo wszystko nie najlepszy. Często mówił o tym wiceprezes Andrzej Czyżniewski oraz inni działacze. Kibiców nie przekonywała gra piłkarzy, choć nie dali im tego odczuć. Żółto-niebiescy nie do końca potrafili uporać się z ciążącą na nich presją wyniku. Zawodnicy mogą czuć się jednak w pewnym stopniu usprawiedliwieni. Na grze Arki na własnym boisku zaważyła na pewno fatalna murawa (łatwiej się bronić niż atakować) oraz defensywna taktyka rywali.
Runda wiosenna była słabsza od jesiennej. Wówczas Arka wspaniale spisywała się na wyjazdach i właśnie dzięki punktom zdobywanym na obcych boiskach awansowała, dosyć nieoczekiwanie, na pierwsze miejsce. Teraz poza Gdynią udało się wygrać tylko dwa razy, aczkolwiek były to bardzo ważne mecze z Gryfem i Huraganem. Mimo że gra Arki nie była olśniewająca, to sukces chyba jak najbardziej zasłużony. Żaden z zespołów nie był w stanie przez 40 kolejek utrzymać równej formy, nie udało się to też Arce. Gdynianie potrafili jednak wykorzystać to lepiej od rywali i dlatego zagrają w II lidze.
Podopieczni trenera Gierszewskiego zajęli drugie miejsce zarówno pod względem zdobytych jak i straconych bramek. Gdynianie strzelili 68 goli, z czego 41 (60 procent) zdobył tercet: Michał Smarzyński (16), Marek Rybkiewicz (14), Adam Merchut (11).
Autor artykułu: (Bed)