Archive for July, 2001

Policjanci świętowali w operze

Tuesday, July 24th, 2001

Z okazji Święta Policji, w Operze Bałtyckiej w Gdańsku spotkało się wczoraj kilkuset funkcjonariuszy.

- Impreza była otwarta dla każdego – mówi Gabriela Sikora, rzecznik KWP Gdańsk. – Mieszkańcy Trójmiasta i turyści odwiedzali specjalny namiot, w którym funkcjonariusze z Wydziału Prewencji KWP promowali program “Bezpieczne Pomorze”. Można również było dokładnie obejrzeć radiowozy i policyjne motory.

Podczas uroczystej akademii nie obyło się także bez odznaczeń i awansów. Pomorski komendant policji awansował 979 policjantów. 13 funkcjonariuszom przyznano Złoty Krzyż Zasługi, 17 srebrny,121 brązowy. Krzyż Zasługi za Dzielność otrzymało czterech policjantów, którzy wykazując się ogromną odwagą uratowali topielca. Złotą odznakę resortową, “Zasłużony Policjant” otrzymało pięciu funkcjonariuszy, srebrną – 33, brązową – 226. Uhonorowanych specjalnymi dyplomami zostało ponadto pięcioro pracowników cywilnych policji oraz osiem instytucji, które wspomagają policję w wykonywaniu jej zadań.

Święto Policji ustanowiono 24 lipca 1919 roku, w rocznicę uchwalenia ustawy o policji państwowej. Po przekształceniu w 1990 roku Milicji Obywatelskiej w Policję, powrócono do obchodzenia tego święta.

Autor artykułu: (wit)

Wybrzeże Gdańsk – ŁTŻ Łódź 55:35

Monday, July 23rd, 2001

Dla żużlowców I-ligowego Wybrzeża Gdańsk kolejne spotkanie, rozegrane na własnym torze, miało toczyć się pod ich zdecydowane dyktando. W rzeczywistości było nieco inaczej.

Przedostatnie w tabeli Łódzkie Towarzystwo Żużlowe postawiło się liderowi. Ostateczny wynik to 55:35 dla Wybrzeża i głównego kandydata do awansu. Jeszcze trzy dni przed meczem trener gdańszczan, Romuald Łoś, zapowiadał przyjazd Nicki Pedersena. Tymczasem już od ostatniego wtorku było wiadomo, że zaproszony do Gdańska został Kaj Laukkanen. Szkoleniowiec nie potraktował więc zbyt poważnie dziennikarzy i kibiców, robiąc z tego wielką tajemnicę. Ostatecznie Laukkanen nie przyjechał, bowiem czekał na telefon z… Gdańska.

Także trener, Henryk Jatczak, do końca trzymał w tajemnicy wiadomość o przyjeździe zawodnika zagranicznego, Roberta Nagy’ego. Z Łodzi cały czas dochodzą wieści, że brakuje pieniędzy. Tym bardziej obecna Węgra zdziwiła wszystkich. Niewiadomo czy nie maczali w tym palców działacze RKM Rybnik. W poprzedniej kolejce pomagali opolanom, użyczyjąc silników. Teraz nadspodziewanie wysoko pokonali w Rzeszowie Stal, czego nikt nie przewidywał.
W tej sytuacji dobrze się stało, że występujący w krajowym składzie gdańszczanie ostatecznie zuwyciężyli różnicą 20 punktów.

Wreszcie w składzie Wybrzeża mocnym punktem był junior. Dawid Cieślewicz pod względem zdobyczy punktowej był trzecim zawodnikiem w swoim zespole. Przede wszystkim zawdzięcza to dobrym startom. UInna sprawa, że jego motocykle rzeczywiście były szybkie.

Po pierwszym wyścigu, kiedy łodzianie prowadzili 4:2, w gdańskim obozie nie było wesoło. Inna sprawa, że sędzia zarządził aż dwukrotnie powtórkę. Walka w pierwszym łuku była niezwykle ostra i zmuszony został, aby się udać do parkingu i pogrozić palcem zawodnikom.
Od tej pory temperamenty zostały nieco ostudzone, ale żużlowcy Wybrzeża nie błyszczeli. Na dobrą sprawę dopiero wyścigi jedenasty i dwunasty przesądziły o losach meczu. Najpierw bracia Cieślewiczowie – Tomasz i Dawid, mądrze współpracując zdsobyli pięć “oczek”. Tyle samo dołożyli w następnym biegu Adama Fajfer i Krzysztof Cegielski, przy czym całą robotę wykonał pierwszy. Fajfer miał w tym meczu pecha. W dziewiątej odsłonie stracił dwa pewne punkty, po tym jak rozpadł się mu silnik.

Ostatni piętnasty wyścig z udziałem najlepszych to już popis gospodarzy, Cegielskiego i T. Cieślewicza, któremu bardzo zależało na zdobyciu kompletu punktów. Do tej pory w ostatnich biegach nominowanych wiodło się mu różnie.

W najbliższą niedzielę Wybrzeża czeka trudny mecz w Rawiczu. Miejmy nadzieję, że tym razem obejdzie się bez przyjemnych niespodzianek. Pedersen zdecydował się przyjechać do Polski, mimo że dzień wcześniej startuje w Grand Prix Danii w Vojens. Przyleci do Poznania, skąd zabierze go samochód. Jego mechanik przewiezie motocykle busem z Danii. Wiadomo, że gospodarze ostro szykują się do pokonania gdańszczan. Być może na torze dojdzie do pojedynku braci Pedersenów. W barwach Kolejarza startuje bowiem Bjarne Pedersen.

Autor artykułu: Maciej Polny

Myszkierowie rozdawali karty

Monday, July 23rd, 2001

Ponad 10 tysięcy kibiców oglądało przez dwa dni popisy kierowców, którzy na drodze między Sopotem i Gdynią walczyli w piątej i szóstej rundzie Górskich Samochodowych Mistrzostw Polski.

Organizacyjnie impreza wypadła na piątkę. Znawców tego sportu ucieszyły także zwycięstwa wybrzeżowych kierowców – Tadeusza i Tomasza Myszkierów. Ojciec Tadeusz Myszkier powoli staje się legendą wyścigów samochodowych w naszym kraju. Specjalizuje się w wyścigach płaskich i w tym roku ma jeszcze szansę na tytuł mistrza w swojej klasie. Wprawdzie reprezentuje Automobilklub Wielkopolski, ale cały czas mieszka na Wybrzeżu. Nadarzyła się okazja startu blisko domu, ponadto możliwość zareklamowania sponsorów, dlatego wspólnie z synami, stanął na starcie zmagań “górali”.

Głowa rodziny pojawiła się na trasie tylko podczas piątej rundy, toczonej w trudnych po opadach deszczu warunkach. Zgodnie z oczekiwaniami w najsilniejszej klasie H+2000 Tadeusz toczył bój o zwycięstwo z głównym faworytem górskich mistrzostw, Janem Kościuszko (AK Krakowski/Chłopskie Jadło, Mitsubishi Lancer EVO IV). Już sobotnie podjazdy treningowe pokazały, że jadący ostrożnie Myszkier – niebawem czekają go kolejne dwie rundy MP w wyścigach płaskich, gdzie zajmuje drugie miejsce, za Maciejem Stańco – doskonale czuje się na trójmiejskiej trasie, liczącej 3050 m, o różnicy wzniesień 108 m.

Pięć sekund po pierwszym przejeździe stanowiło doskonałą zaliczkę przed drugą odsłoną. I tym razem nasz człowiek zwyciężył, a niektórzy śmieli się, że jego samochód Ford Escort był lżejszy. Bowiem mieszkający w Krakowie Kościuszko to słusznej postury mężczyzna, który od siedmiu lat prowadzi sieć jadłodajni pod nazwą “Chłopskie Jadło”.

Syn Tadeusz Myszkier wcześniej uzgodnił z synem Tomaszem, że podczas niedzielnej szóstej rundy to on pozostanie w cywilu. Depczący mu w MP w wyścigach płaskich syn, wyraźnie uskrzydlony wyczynami taty, tym razem przy słonecznej pogodzie, dwukrotnie przejechał trasę niemalże bezbłędnie. Kościuszko okazał się lepszy w pierwszym przejeździe, ale niecała sekunda zaliczki okazała się zbyt mała. W ostatecznym rozrachunku krakowianin znów stracił, ale tym razem nieco ponad sekundę.

Warto także dodać, że w imprezie wystartował trzeci Myszkier, także syn Tadeusza, Wojciech. W sobotę był ósmy, a nazajutrz poprawił się o dwie lokaty. Wg. przynależności klubowej nasz region reprezentowali kierowcy AK Orski. Widowisko jeżdżący Zdzisław Ulkowski (VW Golf, klasa H-2000) najpierw ze stratą blisko 25 sekund, zajął piętnaste miejsce w klasyfikacji generalnej. Drugiego dniał był dopiero dwudziesty czwarty.

Prezes Automobilklubu Orski, który był głównym organizatorem mistrzostw, Lesław Orski, najbardziej obiawał się reakcji mieszkańców osiedla Brodwino. Podczas wcześniejszych trzech edycji często narzekano na hałas. Jednak z każdym rokiem jest pod tym względem coraz lepiej, o czym świadczyła publiczność na balkonach swoich mieszkań.

Autor artykułu: Maciej Polny

Nohavica i Kaczmarski w Atelier

Monday, July 23rd, 2001

Śpiewająco rozpoczęło się kolejne lato teatralne w Atelier. Najpierw bard żydowski André Hübner-Ochodlo, potem czeski Jaromir Nohavica i wreszcie polski Jacek Kaczmarski śpiewali “duszoszczipatielnyje” pieśni.

- Mówią o mnie, że jestem kręgosłupem społeczeństwa, ale to nieprawda, ja jestem tylko jednym z jego zmęczonych mięśni… – śpiewa w jednej ze swoich pieśni Jaromir Nohavica, którego recital w sopockim teatrze Atelier, ku skonfundowaniu artysty, został nagrodzony owacjami na stojąco i koncertem życzeń
Płyty śpiewającego górala z czeskiego Cieszyna zostały wykupione na pniu, a ci którzy słuchali drugiego recitalu w piątek musieli zadowolić się śpiewnikiem “Pisne Jaromira Nohavici od A do Ż”, którego zaśpiewanie ciurkiem zajmuje dziewięć godzin, jak sprawdzono na koncercie w Helfstynie.

Artysta z Czech to urodzony showman, tyle że do zabawienia publiczności nie potrzebuje melonika ani laseczki, wystarczy, że bierze gitarę i śpiewa po prostu “o wodzie, o lasce, o trawie”. A śpiewa bardzo różne pieśni od ludowych przyśpiewek, wierszyków logopedycznych, przez cukierowe bossanowy, do tych o życiu pełnych pogodnej czeskiej ironii: “List do prezydenta”, “Kiedy będę starym mężczyzną” i tych o śmierci “Sarajewo”.

Podobne rozterki nękają i drugiego barda. Jacek Kaczmarski sam przyznaje, że znajomi nazywają go pomnikiem na chwiejącym się cokole. A z otaczającym mitem barda radzi sobie pisząc bardziej zdystansowane, ironiczne i mniej zaangażowane piosenki, jak utwór, w którym jak refren powtarzają się słowa niedowierzania “Coś ty?”. Mimo to w swoim recitalu z okazji dwudziestopięciolecia twórczości, przypomina najbardziej znaczące pieśni podziemne: “Świadkowie”, “Rublow” czy “Ballada wrześniowa”. Jacka Kaczmarskiego można już było wcześniej wysłuchać w gdańskim Cotton Clubie, koncerty promują jego najnowszą jego płytę “Dwie skały” i zapowiadają następną pisaną w Australii (gdzie mieszka), ot tak “Mimochodem”.

Autor artykułu: (marcel)

Z pistoletem do apteki

Monday, July 23rd, 2001

Policjanci zatrzymali 23-letniego Sergiusza Ł., gdynianina, podejrzanego o napad z bronią w ręku na aptekę przy ul. Partyzantów w centrum miasta.

Według ustaleń dochodzenia, mężczyzna wszedł do środka i poprosił o podanie leku z dolnej półki. Pracownica apteki schyliła się, aby sięgnąć po specyfik, a gdy wstała, zobaczyła wymierzony w siebie pistolet. Napastnik zażądał pieniędzy i groził użyciem broni. Kobieta w obawie o swoje życie wydała mu 180 zł. Mężczyzna uciekł w kierunku ul. Świętojańskiej. Aptekarka zaalarmowała o zdarzeniu przebywającego w pobliżu męża, który natychmiast razem z kolegą rzucił się w pościg za bandytą. Uciekającego i goniących zauważyli patrolujący okolice policjanci. Funkcjonariusze przyłączyli się do pościgu. Sergiusza Ł. ujęto. Przy mężczyźnie znaleziono skradzione z apteki pieniądze oraz atrapę broni typu Glock. Podejrzanemu grozi kara pozbawienia wolności do 15 lat.

Autor artykułu: (szad)

Gdynia przed ustawą

Monday, July 23rd, 2001

Kiedy wejdzie w życie ustawa o zintegrowanym systemie ratownictwa, na terenie Gdyni powstaną całodobowe punkty opieki medycznej, które będą służyły pomocą chorym w nocy oraz w dni wolne od pracy.

Tym samym pogotowie ratunkowe zostanie zwolnione z funkcji “przychodni na kółkach” i będzie robić tylko to, do czego zostało przeznaczone – ratować ludzi w nagłych przypadkach.
- Planujemy, że w naszym mieście powstaną cztery całodobowe punkty opieki medycznej – mówi Teresa Marzejon, naczelnik wydziału Zdrowia Urzędu Miasta. – Na razie jeszcze nie zostały one wybrane, oferty placówek zdrowia będą wpływać do Pomorskiej Regionalnej Kasy Chorych jesienią. W końcu lipca będziemy rozmawiać z PRKCh i przedstawimy wtedy dopracowaną koncepcję. Prawdopodobnie nowe punkty zaczną funkcjonować od początku 2002 roku lub od jego półrocza.

Joanna Bogobowicz z PRKCh potwierdza, że planowane zmiany mają związek z ustawą o zintegrowanym systemie ratownictwa, która nie weszła jeszcze w życie.
- My, ze swojej strony, będziemy kontraktować usługi medyczne, tak jak do tej pory – zapewnia Joanna Bogobowicz.

Autor artykułu: (mat)

O judokach Wybrzeża ostatnio jakby ciszej

Sunday, July 22nd, 2001

Gdański Klub Sportowy Wybrzeże to nie tylko żużel.
W klubie są także sekcje piłki ręcznej, strzelectwa oraz judo. Zatrzymajmy się przy tej ostatniej. Sekcja judo została założona w 1958 roku. Przez wiele lat zawodnicy tego klubu odnosili sukcesy na arenach krajowych i międzynarodowych. Ostatnio
o judokach Wybrzeża jakby ciszej.

- Sekcja przeżywa kryzys – przyznaje trener Tomasz Lisicki. – Głównie ze względów finansowych. Do 1996 roku jeszcze odnosiliśmy sukcesy. W latach 1994-96 trzy razy z rzędu zdobywaliśmy brązowe medale drużynowych mistrzostw Polski.
Wszyscy zawodnicy z drużyny seniorów, trenujący judo, jednocześnie pracują zawodowo.
- Stypendia w klubie są, ale tak niskie, że nie starczają na przeżycie. Zawodnicy muszą pracować, żeby móc się utrzymać. A przy braku pełnego zaangażowania się w trening, trudno mówić o wyczynie. Mieliśmy ostatnio utalentowanego zawodnika, ale musiał zrezygnować ze względu na pracę w policji. Teraz każdy pracownik etatowy musi
normalnie
pracować.

Nie ma żadnych ulg. W komendzie nikogo nie interesuje, że on uprawia sport i ma szanse pojechać na mistrzostwa Europy – mówi szkoleniowiec.
Jeszcze kilka lat wcześniej judocy zaliczali się do krajowej czołówki, zdobywając medale w mistrzostwach Polski.

- Wtedy było łatwiej – wspomina Lisicki. – Sam wtedy trenowałem judo. Zawodnicy mieli etaty w zakładach pracy, ale mogli koncentrować się jedynie na uprawianiu sportu.
Mimo problemów finansowych ,Wybrzeże posiada drużynę seniorów, która w ubiegłym roku zajęła szóste miejsce w mistrzostwach Polski. Tworzą ją: Piotr Dudek, Waldemar Banaszak, Jarosław Jańczak, Maciej Maciejewski, Juliusz Adamek, Michał Zieniawa, Andrzej Kucharczyk, Adam Sienkiewicz i Piotr Kubiak.

- Jest to połączenie doświadczenia z młodością – mówi Lisicki. – Większość jednak musi pracować. Na przykład Dudek – wicemistrz świata policjantów, wielokrotny mistrz Polski policjantów, brązowy medalista mistrzostw Polski seniorów – pracuje w policji bez żadnych ulg. Banaszak jest nauczycielem w szkole, Maciejewski też podjął pracę zawodową. W tej grupie bardzo utalentowanym zawodnikiem jest Adamek – mistrz Polski juniorów, ale jeśli nie znajdą się
pieniądze
dla zawodników
też będzie zmuszony pójść do pracy. Tak się dzieje z każdym naszym zawodnikiem, który ukończy dwadzieścia lat.

W grupie jest utalentowanych zawodników jest Michał Zieniawa, syn znakomitego judoki, jedenastokrotnego mistrza Polski, Ryszarda Zieniawy. Zieniawa junior jest fizycznie ukształtowanym zawodnikiem. Do grona talentów trzeba też dołączyć Adama Szczołka.
- To jeszcze nie wszyscy – mówi Lisicki. – Stawiamy na młodzież i przyszłością klubu jest rocznik 1988 i młodsi. Tutaj na szczególną uwagę zasługuje duża nadzieja na dobrą zawodniczkę Agnieszka Benert, która wygrywa nawet z chłopcami. W tej grupie są też Michał Bedra, Sebastian Zyśk, Patryk Szwarc, Arkadiusz Śpiewak oraz Iwo Waków.
Dwa lata temu prezesem sekcji został Krzysztof Rokita i wówczas sytuacja w judo znacznie się poprawiła.
- Były plany otworzenia centrum szkolenia młodzieży – przynaje trener. – Niestety, to już jest nieaktualne. Ze względów osobistych pan Rokita, która bardzo nam pomógł, musiał zrezygnować.

Tomasz Lisicki z lekkim optymizmem patrzy w przyszłość.
- Mimo wielu kłopotów udało nam się otworzyć szkółki judo w Pruszczu Gdańskim, Trąbkach Wielkich i Szkole Podstawowej na Morenie. Sami trenujemy w hali przy ul. 3-go Maja. W sumie judo trenuje około 250 zawodników. Jeżeli nie znajdą się sponsorzy, to chyba zrezygnujemy z drużyny i nastawimy się na
szkolenie
indywidualności
Zdaniem szkoleniowca warto trenować judo.

- Nie obiecuję, że kto będzie trenował, ten zostanie mistrzem świata czy Europy, bo to niemożliwe. Udać się może, w najlepszym przypadku, jednemu na tysiąc. Warto jednak ćwiczyć dla siebie. I tutaj apel do rodziców. Judo kształtuje sylwetkę, chroni przed problemami z kręgosłupem i wyrabia charakter, w dobrym tego słowa znaczeniu – kończy Tomasz Lisicki.

Autor artykułu: Paweł Stankiewicz

Wierzyca Pelplin – Wisła Tczew 3:2

Friday, July 20th, 2001

W pierwszym meczu kontrolnym piłkarze tczewskiej Wisły przegrali na wyjeździe z Wierzycą Pelplin 3:2 (2:1). Wiślacy, którzy przygotowują się do nadchodzącego sezonu w IV lidze, przystąpili do tego pojedynku w dziewiątkę.
Brak aż dwóch graczy zdecydowanie wpłynął na przebieg meczu w Pelplinie.

Miejscowi wykorzystując przewagę liczebną, narzucili rywalom szybkie tempo. Wiślakom sił starczyło na pierwsze dwadzieścia minut (grano 2 x 35). Później cofnęli się do obrony i szczęścia szukali w szybkich kontratakach. Pierwszą bramkę dla Wierzycy zdobył Adam Kosiński (po podaniu Jarosława Saka). Drugi gol padł po strzale Kamila Kaczmarka, który wykorzystał dokładne dośrodkowanie Rafała Libiszewskiego. W pierwszej połowie, bramkę kontaktową dla Wisły zdobył Marcin Cetera. Na początku drugiej połowy gospodarze cieszyli się ze zdobycia trzeciego gola. Tym razem na listę strzelców wpisał się Maciej Rześko. W końcówce meczu, Marcin Cetera po indywidualnej akcji, zdobył drugiego gola dla Wisły. Mecz zakończył się zwycięstwem gospodarzy 3:2.

Skład Wierzycy: Tobiański – Kosiński, Tomasik, Urbański, Loda, Waśniewski, Libiszewski, Szuta, Różyński, Eggert, Kaczmarek, Sak, Rześko, Ziembicki.
Skład Wisły: Klecha – Mazurkiewicz, Malkowski, Bielecki, Jendrzejewski, Langowski, Radzimski, Resmerowski, Cetera.

Dzisiaj o godzinie 17, piłkarze Wierzycy zagrają kolejny mecz kontrolny. Tym razem rywalem pelplinian będą juniorzy Wierzycy Starogard Gd. Natomiast wiślacy mają zaplanowany pojedynek na niedzielę. Kto będzie ich rywalem, na razie nie wiadomo.

Autor artykułu: Andrzej Sarnowski

Walka na miecze i żarty

Friday, July 20th, 2001

14 lipca na polach Grunwaldu ponownie rozgorzała bitwa pomiędzy zakonem krzyżackim, a polskim wojskiem. Ciekawa oprawa inscenizacji bitwy była w dużej mierze zasługą rycerzy z Gniewa.

Już od początku lipca budowano na polach Grunwaldu obóz, w którym ustawiono namioty króla Jagiełły i Ulricha von Jungingena. U wejścia stał namiot, przy którym siedzieli grajkowie.
W sobotę turyści tłumnie zwiedzali miejsca odpoczynku polskiego króla i Wielkiego Mistrza.
Gdy Jarosław Struczyński, grający rolę Ulricha von Jungingena przekomarzał się z Jackiem Szymańskim, strojącym się w szaty króla Jagiełły przyglądaliśmy się i my życiu rycerzy. Wielki Mistrz drwił z króla, że ten do walki sam ubierać się musi.

- Jak mnie ubierzecie, to rozbierzecie króla – żartował Struczyński
- Wszystko robię sam, nawet tam, gdzie pieszo chodzić muszę – powiedział J. Szymański.
Nam Wielki Mistrz tłumaczył też dlaczego w ubiegłorocznej bitwie spadł z konia i złamał obojczyk. Powodem był helikopter, który spłoszył zwierzę. Nie ma w Polsce koni przyzwyczajonych do udziału w bitwie z wystrzałami dział. Jacek Szymański powiedział nam, że najbardziej narażeni na kontuzje są rycerze grający statyczne role. Ci walczący mają odpowiednie stroje chroniące przed uderzeniami przeciwnika.

W głębi obozu Przemek Dorotyn i Darek Topczyński, gniewscy płatnerze, skuwali nitami zbroję.
- Robimy ostatnie poprawki – powiedział nam Darek Topczyński, waląc młotem w nity.
Obok paliło się ognisko podsycane powietrzem z kowalskiego miecha.
W obozie było też sporo kobiet w średniowiecznych strojach.
- Kobiety gotują, szyją, sprzątają – powiedziała nam Ania Woźniak. – Najszybciej gotuje się kasza, ale rycerze i makaronem nie gardzą.
Sebastian Biennek szył buty. Jeden był już gotowy.
- Nie biorę udziału w bitwie – powiedział Sebastian. – Zabawę w rycerstwo rozpoczynam od szycia butów. W przyszłym roku wezmę udział w bitwie.

Gdy rycerze wyruszali na pole walki hełm Wielkiego Mistrza zdobiony piórami pawimi, zwany psim pyskiem, niósł Tadeusz Ratkowski.
Przed grodziskiem można było podziwiać jak dawniej m.in. wyrabiano czerpany papier, wykuwano ozdoby, tkano materiały.

Autor artykułu: (józ)

Wakacje z tenisem

Friday, July 20th, 2001

W Wejherowie wakacje spędzają członkowie Ośrodka Szkolenia Tenisowego ,Relax-Sport” z Warszawy. Są tu już dwunasty raz.
Obecnie w mieście przebywa grupa 30 dzieci w wieku szkolnym. Po dwóch tygodniach przyjadą następni. Łącznie Wejherowo odwiedzi około 100 mieszkańców Warszawy i nie tylko, gdyż z ośrodkiem do naszego miasta przyjeżdża młodzież z różnych krajów Europy.

Uczestnicy obozu mają codziennie wiele zajęć sportowych: dwa treningi tenisa, ćwiczenia ogólnorozwojowe oraz liczne sprawdziany sprawności fizycznej. Dzieci i młodzież biorą udział w lekcjach informatyki. Organizowane są też ogniska, dyskoteki, wyjazdy do Trójmiasta i nad morze.
- Głównym celem udziału w obozie jest poprawienie kondycji fizycznej dzieci i młodzieży – mówi Sławomir Brzeziński, kierownik ośrodka. – W Warszawie treningi odbywają się dwa razy w tygodniu. Tutaj młodzież przez całe dwa tygodnie biega, skacze i gra.

Członkowie obozu ,Relax-Sport” mieszkają w Szkole Podstawowej nr 2 w Wejherowie, tuż obok kortów tenisowych. W pierwszym tygodniu pobytu odbywają się ćwiczenia i treningi, a w drugim – turniej tenisowy. Zawodom towarzyszy zawsze wiele emocji. Wszyscy bardzo chcą wygrać. W nagrodę za zajęcie pierwszego, drugiego i trzeciego miejsca dostaje się medale i upominki.
Większość uczestników obozu tenisowego nie jest w grodzie Wejhera pierwszy raz.

- Znam korty wejherowskie od 1962 roku, kiedy to brałem udział w zawodach tenisowych o Puchar Ziemi Kaszubskiej – mówi Sławomir Brzeziński. – Wtedy korty urzekły mnie niepowtarzalną atmosferą. Od 12 lat jestem tu podczas każdych wakacji. To już pewnego rodzaju rutyna, ale niedawno miało miejsce wydarzenie, którego nikt się nie spodziewał.
Podczas zmiany turnusu pan Sławomir jak zwykle autokarem odwoził do Warszawy jedną grupę młodzieży i przywoził następną. Przyjechali z Warszawy do Gdańska akurat wtedy, gdy rozpoczęła się powódź.

- Utknęliśmy w Gdańsku i zupełnie nie wiedzieliśmy, co zrobić – wspomina Brzeziński. – Poziom wody ciągle się podnosił, a ja miałem w autokarze 30 młodych ludzi, za których bezpieczeństwo byłem odpowiedzialny. Z opresji pomógł nam wydostać się radiowóz policyjny. Panowie policjanci prowadzili nas bocznymi, jeszcze niezalanymi uliczkami, czasem pod prąd lub przez prywatne posesje. Po siedmiu godzinach wydostaliśmy się na drogę do Gdyni. Bardzo chciałbym tym policjantom podziękować, jak również kierowcy autobusu, panu Januszowi z Transbusu, który wykazał się nie lada umiejętnościami manewrując autokarem po wąskich uliczkach Gdańska oraz cierpliwością i opanowaniem.

Autor artykułu: (jk)