Pomorski Związek Piłki Nożnej w Gdańsku podjął decyzję o powtórzeniu meczu IV ligi pomiędzy Wisłą Tczew a Pomezanią Malbork. Pojedynek ma odbyć się ponownie 10 października.
Pomezania wygrała wyjazdowy mecz VI kolejki z Wisłą 2:0 (1:0). Na 10 minut przed końcem pojedynku doszło do przepychanki na boisku. Arbiter ukarał Machińskiego żółtą kartką. Wówczas to zarówno piłkarze Wisły, jak i działacze, a nawet spiker zaczęli domagać się usunięcia go z boiska, gdyż ich zdaniem miał już wcześniej na koncie żółty kartonik. Malborczycy twierdzą, że to nieprawda. W pierwszej połowie ukarany został bowiem Rzążewski. Teraz po złożeniu przez działaczy Wisły odwołania w związku piłkarskiego w Gdańsku postanowiono, iż pojedynek odbędzie się po raz drugi.
- To skandal – mówi Waldemar Jastrzębski, prezes BP Pomezania. – Dziś składam odwołanie od tej decyzji. Nawet jeśli okręg utrzyma w mocy swoje postanowienie, nie stawimy się ponownie w Tczewie, by rozegrać znowu pojedynek, który wygraliśmy. Poza tym jedynym dowodem jest protokół podpisany zarówno przez sędziego, jak i kierownika Wisły. Stwierdzono w nim, że kartkami ukarani zostali w naszej drużynie: Honory, Rzążewski i Machiński. Na jakiej więc podstawie związek podjął swoją decyzję? Czyżby w oparciu o domniemania sędziego obserwatora, który znajdował się 70 metrów od miejsca zdarzenia – dodaje W. Jastrzębski.
Z tą opinią nie zgadza się Andrzej Góra, dyrektor Pomorskiego Związku Piłki Nożnej w Gdańsku.
- Owszem, kierownik Wisły podpisał protokół, jednak z zastrzeżeniem, że nie zgadza się z tym, kto otrzymał kartki – mówi A. Góra. – Wisła złożyła protest, który został rozpatrzony. Dziś zbiera się jeszcze raz Wydział Gier i Ewidencji, który zajmie się tą sprawą. Na razie to wszystko, co mogę stwierdzić.
Trener Lech Strembski podkreśla, że to nie pierwsza próba zmiany korzystnego dla Pomezanii wyniku.
- Ostatnio, aż łapałem się za głowę, gdy arbiter w meczu z Gryfem ’95 Słupsk podejmował nieuczciwe decyzje – mówi L. Strembski. – Nie wiem, skąd ta nienawiść. Gdzie ona ma swoje podłoże. Jedno jest pewne: nie ugniemy się przed tymi kombinacjami. Jednak martwi mnie to, iż ktoś z uporem rzuca nam kłody pod nogi. W taki sposób można zrazić do piłki nożnej nie tylko zawodników, ale kibiców i potencjalnych sponsorów.
Autor artykułu: Andrzej Bodziony