Archive for February, 2002

Prokom Trefl – Czarni Słupsk

Monday, February 11th, 2002

Faworyt tego meczu był jeden. Prokom Trefl nie zawiódł swoich sympatyków i w spotkaniu derbowym ekstraklasy koszykarzy zwyciężył w Sopocie Czarnych Słupsk 72:59. Z trybun przyglądał się poczynaniom zawodników Gary Alexander. Amerykanin z hiszpańskim paszportem w końcu odnalazł się i wzmocni Prokom Trefl już w najbliższym meczu.

Kiedy oba zespoły wyszły do prezentacji, na parkiet poleciało mnóstwo serpentyn i obsługa hali miała sporo pracy. Czarni po raz kolejny zagrali bez Andreja Kriwonosa, a na własną prośbę wystąpił po ciężkiej grypie Augenijus Vaskys. W szeregach gospodarzy zabrakło chorego Dariusa Maskoliunasa i Josepha McNaulla, który przebywa w szpitalu po operacji kolana. McNaull cały czas był obecny na trybunach. Kibice przygotowali specjalny transparent z napisem “Gramy dla Joego”

Po raz kolejny potwierdziło się, że derby wyzwalają w zawodnikach większe emocje. Dlatego dwukrotnie o mały włos zawodnicy nie stoczyli na parkiecie pojedynków… siłowych.
Słupszczanie rozpoczęli imponująco. Wprawdzie na pierwsze punkty wszyscy czekali dwie minuty, ale później, niemalże do połowy tej kwarty, do kosza trafiali tylko goście. Spod opieki Rafała Franka nie mógł się uwolnić najlepszy strzelec Prokomu Trefl – Josip Vranković. Skutecznie kierował poczynaniami kolegów Robert Kościuk. Czarni prowadzili więc 10:0 i dopiero wówczas jeden z rzutów wolnych wykorzystał Tomasz Jankowski. Słupszczanie wygrali tę część, ale w drugiej kwarcie sopocianie zaczęli trafiać zza linii 6,25. W 18 min wyrównał Filip Dylewicz, który przyzwoicie radził sobie jako center, wyręczając Jankowskiego.

Od stanu 24:22 miejscowi zdobyli 11 pkt z rzędu, nie tracąc żadnego. Mimo, że na ławce rezerwowych siedział cały czas mający już trzy przewinienia Vranković. Chorwat wrócił w trzeciej kwarcie i niemalże na zawołanie zaczął zdobywać punkty. Słupszczanie zbliżyli się wówczas na cztery “oczka” (35:31).
Przed ostatnią odsłoną gospodarze posiadali 14-punktową przewagę, ale Czarni nie zamierzali rezygnować. Początek tej kwarty wygrali 7:0, ale w 33 min parkiet opuścił – piąte przewinienie – przywitany owacyjnie ekssopocianin, Michał Hlebowicki. Jego koledzy nadal nie mogli znaleźć sposobu na Vrankovicia, a wyraźnie “rozkręcił się” Igor Milicić. Obrońca Prokomu Trefla zapisał na koncie aż dziesięć asyst.

Słupszczanie okazali się równorzędnym rywalem pod tablicami, wygrywając w zbiórkach 17 do 15. Doznali jednak więcej strat (13 – 7). Poza tym słabiej wykonywali rzuty osobiste (43 proc. – 63 proc.).

Autor artykułu: Maciej Polny

Jerzy Wenda przyjechał do Gdyni i podziwiał dzieło ojca

Monday, February 11th, 2002

Wczoraj, na 76 urodziny Gdyni, przybył na zaproszenie władz miasta syn Tadeusza Wendy, twórcy gdyńskiego portu – Jerzy Wenda wraz z małżonką Wiesławą. Państwa Wendów na gdyńskim Dworcu Głównym PKP powitały: Jolanta Rozszczynialska, wiceprzewodnicząca Rady Miasta Gdyni i Krystyna Szambelańczyk, członek Zarządu Morskiego Portu Gdynia.

Po zakwaterowaniu w hotelu Gdynia, Wenda zwiedził miasto, podziwiając zmiany jakie zaszły od jego ostatniego pobytu sześć lat temu, kiedy był zaproszony na 70. urodziny Gdyni.
Wenda uczestniczyć będzie w dzisiejszych uroczystych obchodach 76 lecia otrzymania przez Gdynię praw miejskich. Ważkim wydarzeniem będzie odsłonięcie tablicy ku czci inż. Tadeusza Wendy – budowniczego gdyńskiego portu, na budynku przy ul. Waszyngtona 38. Uczestniczyć będzie również w uroczystej mszy św. koncelebrowanej przez metropolitę gdańskiego ks. arcybiskupa Tadeusza Gocłowskiego i urodzinowej sesji Rady Miasta Gdyni oraz w VII Spotkaniu Rodów Gdyńskich.

W poniedziałek, Jerzy Wenda będzie mógł podziwiać dzieło swojego ojca – gdyński port, gdyż będzie goszczony przez Zarząd Morskiego Portu Gdynia. Wybierze się też na wycieczkę pilotówką po porcie z nabrzeża Pomorskiego do nabrzeża Rotterdamskiego.

Autor artykułu: (A)

Groził, że się podpali

Monday, February 11th, 2002

- Mam zakładniczkę i broń, z której mogę strzelać – taką dramatyczną informację usłyszał wczoraj przed godz. 20 w słuchawce telefonu oficer dyżurny gdyńskiej policji.
Jak się okazało po kilku minutach, dzwonił 26-letni Piotr T., mieszkaniec bloku przy ul. Kopernika. Na miejsce zdarzenia wezwano policję, straż pożarną i pogotowie gazowe.

Zamknięto pobliską ulicę, w budynku wyłączono prąd i gaz. Po przyjeździe funkcjonariuszy okazało się, że razem z 26-latkiem w mieszkaniu przebywała jego przyjaciółka i pies. Kobieta uciekła z pomieszczeń jeszcze przed przyjazdem policji. Agresywny mężczyzna wyrzucił z domu także zwierzaka. Desperat zabarykadował się następnie w mieszkaniu, stanął w oknie na drugim piętrze i wykrzykiwał, że jest oblany benzyną i podpali się. Był bardzo agresywny, zapowiedział, że jeżeli ktokolwiek zbliży się do niego, będzie strzelał. Następnie zagroził, że wyskoczy z okna. Aby temu zapobiec, strażacy rozłożyli przed budynkiem dmuchany skokochron. Na miejsce wypadku sprowadzono drabinę wysokościową.

Wokół bloku zebrało się kilkudziesięciu okolicznych mieszkańców, którzy z przerażeniem w oczach przyglądali się całej akcji. Aby uspokoić 26-latka, wezwano negocjatora psychologa z Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku. Pertraktacje trwały ponad dwie godziny. Skończyły się około godz. 22. Mężczyzna został zatrzymany. W najbliższych dniach czekają go badania psychiatryczne.

kom. Danuta Wołk-Karaczewska
rzecznik gdyńskiej policji

- We wszystkich tego typu przypadkach, gdy ktoś grozi użyciem broni, reagować musimy niezwłocznie i błyskawicznie. Przy zatrzymanym mężczyźnie znaleziono dwa pistolety, jeden gazowy, a drugi startowy, w którym znajdowały się dwa naboje. Tylko dzięki szybkiej interwencji policji nie doszło do tragedii. Wyjaśniamy, czy mężczyzna miał pozwolenie na broń. Za nielegalne posiadanie broni grozi kara do 5 lat więzienia.

Autor artykułu: (szad)

Miejsca zakochanych

Sunday, February 10th, 2002

Wenecjanie mają most zakochanych, w Weronie turyści szukają balkonu Romea i Julii, a my – choć żadne z tych miejsc nie ma w nazwie czy historii przymiotnika “zakochany” – mamy nie jedno, ale kilka romantycznych miejsc. Na walentynkowy spacer udamy się tam, gdzie spacerowicze zachodzą niebywale rzadko.

Zaczynamy od jednej z najkrótszych i najwęższych uliczek w Gdańsku – o wdzięcznej nazwie Plebania. Ten wąski przesmyk oddziela Bazylikę Mariacką od plebanii przylegającej do Kaplicy Królewskiej.
Na murze starej plebanii z roku 1517, tuż ponad wejściem, dostrzeżemy kamienny herb – trzy głowy dzikich świń. To godło Ferberów – znakomitego rodu gdańskich patrycjuszy – nadane im wraz ze szlachectwem przez króla Polski, Aleksandra. Rachując kolejne małżeństwa Eberharda Ferbera nazwać można by go wiecznie zakochanym. Współcześni mu jednak bliżsi byliby pewnie nazwać go łowcą posagów.

W roku 1510 Eberhard Ferber wybrany został gdańskim burmistrzem i odtąd przez 12 lat niepodzielnie sprawował w mieście władzę.
Ferber odniósł wielkie sukcesy w obronie Gdańska i Prus Królewskich przed zakusami wielkiego mistrza krzyżackiego Albrechta.

W rodzinnym mieście Ferber nie cieszył się jednak sympatią. W oczy koliło nade wszystko jego bogactwo. Majątek odziedziczony po ojcu znacznie pomnożył najpierw poprzez handel, później poprzez trzy ożenki z majętnymi pannami, a wreszcie dzięki nadaniom królewskim. W okolicach Gdańska posiadał rozległe posiadłości, a przy ul. Długiej 28 okazałą kamienicę. Ferber obarczony winą za zły stan finansów miejskich, musiał uciec z miasta. W 1522 roku stanął jeszcze jako dowódca na czele floty gdańskiej, wyruszającej do walki Hanzy z Danią. Wyprawa skończyła się całkowitą kompromitacją Ferbera. Tym razem uciekać musiał z Gdańska z całą rodziną.
Kiedy przybyły do Gdańska w 1526 roku król Zygmunt Stary przywrócił Ferberowi urząd burmistrza, leciwy już Ferber sam odstąpił od urzędu. Nienawiść gdańszczan wygnała go do Tczewa. Zmarł dotknięty epidemią potnicy angielskiej.

Teraz zajdziemy w kolejne romantyczne miejsce, jeszcze rzadziej odwiedzane niż uliczka Plebania – do Zaułka Zachariasza Zappio, malowniczo okalającego kościół św. Jana. Nazwę temu zaułkowi nadano dopiero w 2000 roku.
Zachariasz Zappio do Gdańska przybył przed 25 lutego 1644 r. ze swoją żoną Katarzyną, już jako zamożny kupiec, handlujący żelazem.
Zamieszkał na Głównym Mieście i szybko zyskał uznanie sprawując wysokie urzędy społeczne oraz zasiadając w radzie kościoła św. Jana i nie szczędząc mu hojnych darów.
Z małżeństwa kochających się Zachariasza i Katarzyny urodziło się jedno dziecko, córka Adelgunda. Przeżyła jedynie 10 lat.

Wiemy, że państwo Zappio niebywale często – bo aż 129 razy – spełniali w kościele św. Jana obowiązek rodziców chrzestnych.
Zappio opiekował się również ubogimi. Utworzył dla nich fundację, która rozdzielała rocznie 300 zapomóg.

Żonę Zachariasz Zappio pochował w listopadzie 1679 r. Sam zmarł – przeżywszy najpewniej 60 lat – 1 lipca 1680 r. Na mocy jego testamentu 25 kwietnia 1689 r. powstała przy świątyni Biblioteka Zappio-Johannitana. W 1945 r. jej księgozbiór liczył ok. 6000 woluminów, w tym dzieła rzadkie i cenne.

Chcielibyśmy zaprowadzić Państwa w jeszcze jedno miejsce i to położone nieopodal kościoła św. Jana. Jedyny warunek udanej wyprawy – musi być już całkowicie ciemno. Długim Pobrzeżem ruszamy w stronę restauracji Kubicki, mijamy ją i dochodzimy do miejsca gdzie schody wiodą do wąskiej jezdni. Stąd już kawałeczek dzieli nas od mostku. A z niego rozchodzi się, moim zdaniem, najpiękniejszy widok Gdańska.

Autor artykułu: Katarzyna Żelazek

Tyskie Mistrzostwa Barmanów

Sunday, February 10th, 2002

Pierwsze Tyskie Mistrzostwa Polski Barmanów odbyły się wczoraj w gdańskim Irish Pubie przy ulicy Korzennej. O pierwszą nagrodę, którą był wyjazd do Pragi, ubiegało się trzynastu uczestników konkursu. W zabawie wzięły też udział dwie barmanki, które z powodzeniem dotrzymywały kroku panom.

- Często piwosze spotykają się ze złocistym napojem, którego jakość może wzbudzać wiele kontrowersji – powiedziała Magda Modrzewska z Kompanii Piwowarskiej SA. – Piwo po prostu bywa mętne. Często jest to wina barmanów. Nasza inicjatywa polega na tym, by mistrzom baru pokazać sposób, w jaki należy serwować ten napój.
Droga do głównej nagrody nie była jednak prosta. Uczestnicy konkursu musieli się wykazać wiedzą na temat wytwarzania piwa, jak i sprostać wielu zadaniom sprawnościowym. Te nie były łatwe.

Wiele trudności sprawiła barmanom pierwsza konkurencja polegająca na rozstawieniu piwa na beczkach. Liczył się nie tylko czas wykonania zadania, ale i precyzja. Również rzucanie do celu podstawkami do piwa sprawiło barmanom duży problem. Nie wszyscy odpowiedzieli też na pytania teoretyczne dotyczące produkcji i dystrybucji złotego trunku. Po dwóch godzinach jurorom udało się jednak wyłonić zwycięzcę konkursu. Został nim Rafał Burandt z Kościerzyny, który wraz z osobą towarzyszącą wyjedzie na wycieczkę do Pragi.

Recepta na sukces

Zdaniem Rafała Burandta z Kościerzyny, zwycięzcy konkursu, najlepszą receptą na sukces jest kufel piwa przed konkursem. Rafał od trzech lat pracuje za barem. Jest pracownikiem restauracji Texas. Twierdzi, że bardzo lubi swoją pracę. Wkłada w nią wiele serca. Na dwuosobową wycieczkę do Pragi laureat zabierze swoją narzeczoną ze Szczecinka. Nie chciał jednak zdradzić jej personaliów.

Autor artykułu: (ron)

Dawny pensjonat Krystynak będzie odbudowany

Sunday, February 10th, 2002

Zabytkowa willa z 1870 roku, w której do 1945 r. znajdowała się jedna z najsłynniejszych restauracji w Sopocie – Stolzenfels, znalazła nowego właściciela. Budynek przy ul. ul. Haffnera 86 od kilku lat popadał w ruinę.

- Stoczyłam prawdziwą batalię o ten obiekt – opowiada Irena Jaroszewska-Bartoszewicz, miejski konserwator zabytków. – W końcu 10 sierpnia 2000 roku wpisany on został do rejestru zabytków. Poprzedni właściciele odwoływali się od tej decyzji nawet do Naczelnego Sądu Administracyjnego. W efekcie zanim jeszcze sprzedali budynek, otrzymali nakaz wykonania w nim prac zabezpieczających i konserwatorskich.
Do tych przystąpić będzie jednak musiał już nowy właściciel, firma INPRO, która obiekt kupiła na początku br.
- Obawialiśmy się nawet, iż ktoś budynek podpali, by wyczyścić działkę i mieć możliwość dowolnego nią dysponowania – mówi Krzysztof Hueckel, naczelnik Wydziału Architektury sopockiego magistratu. – Dlatego zadowoleni jesteśmy, iż znalazł się nowy inwestor.

Krzysztof Maraszek, wiceprezes spółki INPRO przyznaje, że odremontowanie słynnej willi kosztować będzie około 7 mln zł.
- Prawdopodobnie nie da się uratować stropów, ale zachowamy dawną formę architektoniczną i wszystkie detale – wyjaśnia.
Budynek znajduje się w strefie rekreacyjnej, jednak aby zachęcić inwestora, zdecydowano się w nim dopuścić również funkcję mieszkalną.

W efekcie na parterze i w piwnicach willi znajdować się ma fitness klub, sauna, basen i gabinet odnowy biologicznej, a pozostałe kondygnacje zajmować mają apartamenty. Inwestycja rozpocznie się prawdopodobnie jeszcze w tym roku i potrwa około 18 miesięcy.

Autor artykułu: Małgorzata Szymańska

Ustka. W hołdzie “Ludziom Morza”

Friday, February 8th, 2002

Po 17 latach oczekiwań i dyskusji ustecka Rada Miasta podjęła uchwałę, która pozwoli na postawienie pomnika “Ludziom Morza”. Monument składający się z czterech granitowych płyt i marmurowej figury o wysokości 1,8 metra stanąć ma pomiędzy usteckim kapitanatem a latarnią morską.

Prawdopodobnie będzie można oglądać go już podczas, odbywających się w czerwcu, Dni Morza. Wykonane zostały już cztery płaskorzeźby przedstawiające “wypłynięcie rybaka w morze”, “zarzucenie sieci”, “wyciągnięcie sieci z połowem” i “powrót rybaka do domu”. Tablice otaczać będzie postać kobiety – matki, żony, siostry – czekającej na powrót mężczyzn z morza.

- Postać kobiety przez lata była kontrowersyjnym tematem dyskusji i tym elementem, dzięki któremu tak długo ciągnie się sprawa pomnika. Wiele osób, ze względu na podobieństwo uważało ją za postać Matki Boskiej – opowiada Wojciech Lewandowski, burmistrz Ustki. – Uważam, że w Ustce powinien taki pomnik stanąć. Jesteśmy miejscowością nadmorską i pamięć pracującym na morzu ludziom i tym, którzy na nim zginęli po prostu się należy.

Projektantem pomnika jest prof. Stanisław Kulon, wykładowca warszawskiej ASP. Pierwszym wykonawcą był nieżyjący już Mieczysław Borys, artysta rzeźbiarz .
- Co dziwne inicjatorami budowy pomnika poświęconego “Ludziom Morza” nie byli rybacy lecz właściciele firm budowlanych – tłumaczy Anna Górecka, przewodnicząca Społecznego Komitetu Budowy Pomnika. – Na postumencie wykuty zostanie napis oblany brązem: “Ludziom Morza – Społeczeństwo. Ustka 1986″ i wydaje mi się, że ta data jest trafna. Dzięki niej widać jak długo może ciągnąć się taka inicjatywa.

Pomnik kosztować ma 300 tys. zł. Jego budowa całkowicie finansowana jest ze składek społecznych. Do tej pory zebrano około 156 tys. zł.

Autor artykułu: aleksa

Proces sprawcy śmiertelnego potrącenia dwóch dziesięciolatek

Friday, February 8th, 2002

Do ośmiu lat więzienia grozi Patrykowi K., który w marcu ubiegłego roku śmiertelnie potrącił dwie 10-letnie dziewczynki, stojące na przystanku autobusowym w Wejherowie Śmiechowie. W Sądzie Rejonowym w Wejherowie rozpoczął się wczoraj jego proces. Z materiału dowodowego wynika, że kierowca w trakcie wypadku lub tuż przed jego zaistnieniem korzystał z telefonu komórkowego.

- Od dnia wypadku leczę się na depresję – mówił w sądzie 21-letni Patryk K. – Nie jestem pewien, czy w stanie, w jakim się znajduję, mogę udzielać wyjaśnień w sprawie.
Sąd postanowił odroczyć rozprawę do połowy marca. W tym czasie zobowiązał oskarżonego do przeprowadzenia badań u biegłego lekarza.
- Mojej córki nie przywróci do życia żaden wyrok – powiedziała przed rozpoczęciem procesu matka jednej z zabitych dziewczynek. – Nie ma sprawiedliwej kary dla kogoś, kto spowodował śmierć naszych dzieci.
- Od Patryka K. nie usłyszałam nawet słowa przepraszam – mówiła z płaczem w sądzie druga z matek. – Dziś zobaczę go po raz pierwszy od dnia wypadku.

Do tragedii doszło 16 marca 2001 r. na ul. Gdańskiej w Wejherowie Śmiechowie. Kilka minut po godz. 10 Patryk K. jechał z dużą prędkością samochodem marki renault kangoo z Redy do Wejherowa. Na wysokości pętli autobusowej MZK, przy przejściu dla pieszych zjechał z lewego pasa na pobocze i z ogromną siłą uderzył w dwie czekające na autobus dziewczynki. Uczennice zginęły na miejscu.
Policjanci z ruchu drogowego patrolowali wczoraj okolice miejsca, w którym rok temu wydarzył się wypadek. Kierowcom, którzy przekraczali tu dozwoloną prędkość wypisywali mandaty. Jeden z nich otrzymał m.in. Krzysztof Pawlak, pełnomocnik oskarżycieli posiłkowych, którymi są rodziny zmarłych dziewczynek. Po procesie tłumaczył, że przekroczył dozwoloną prędkość, bo bał się, że nie zdąży na rozprawę.
Wczoraj na miejscu tragedii płonęły znicze.

Korzystał z telefonu
Mówi Jadwiga Wójciak, oskarżyciel w sprawie:
- Prokuratura zarzuca oskarżonemu umyślne naruszenie zasad ruchu drogowego i nieumyślne spowodowanie śmierci dwójki dzieci. Kierujący przekroczył dozwoloną prędkość, wykonał zbyt ostre manewry na drodze. Materiał dowodowy wskazuje, że oskarżony w trakcie wypadku lub tuż przed jego zaistnieniem nadawał z telefonu komórkowego SMS do swojej dziewczyny. Wynika to z roamingu sieci telefonii komórkowej.

Kierowca zasłabł
Mówi Krzysztof Woliński, obrońca oskarżonego:
- 16 marca zdarzyła się tragedia. Jest to kwestia bezsporna. Jednak czy tej tragedii winien jest mój klient, rozstrzygnie sąd podczas procesu. Patryk K. prowadził auto, które zmieniło tor jazdy z powodów niewiadomych dla kierowcy. Kierowca zasłabł. W mojej ocenie zgromadzony materiał nie odpowiada na pytanie, jaka była przyczyna tego zdarzenia.

Autor artykułu: (jk)

Pomorzanie pobili rekord WOŚP

Friday, February 8th, 2002

Wielka Orkiestra Świątecznej pomocy w regionie gdańskim zebrała więcej pieniędzy niż w roku ubiegłym! Stan konta WOŚP w Gdańsku przekroczył już 1 mln 400 tys złotych.

Po raz kolejny Pomorzanie wykazali się gorącym sercem i zrozumieniem dla akcji Jurka Owsiaka.
- Szacujemy, że uda nam się zebrać nawet milion sześćset tysięcy – poinformował nas Tomasz Rekowski, ze sztabu WOŚP w Gdańsku. – Ostateczną kwotę poznamy jednak pod koniec lutego.
W tym roku orkiestra obchodziła swój jubileusz – dziesiąte urodziny. Za zebrane pieniądze kupiony zostanie sprzęt do ratowania życia dzieci z wadami wrodzonymi.

Autor artykułu: (MAR)

Pogotowie protestacyjne w Cukrowni “Pelplin”

Thursday, February 7th, 2002

Zarząd spółki BSO (British Sugar) posiadającej ponad 98 proc. akcji w Cukrowni “Pelplin” poinformował załogę o planowanej “restrukturyzacji”. Miałaby ona polegać na zwolnieniu z pracy jeszcze w tym roku 100 osób. W 2003 roku pracę straciłoby kolejnych 10 osób. Właściciel planuje wygaszenie produkcji. W tym roku miałaby zostać przeprowadzona 1-dniowa kampania cukrownicza.

- To nie jest restrukturyzacja – mówią Andrzej Farat, przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ “Solidarność”, Józef Krasnopolski przewodniczący Zarządy NSZZ Pracowników Cukrowni “Pelplin”, Stanisław Szczepański, przedstawiciel pracowników w radzie nadzorczej cukrowni oraz Jerzy Wąchalski, przewodniczący Zrzeszenia Plantatorów Buraka Cukrowego. – Przeżyliśmy już kilka restrukturyzacji. każda wiązała się ze zwolnieniami z pracy. Ale tak daleko idącego programu jeszcze nie było. Propozycja British Sugar jest po prostu planową eliminacją załogi.

Zyskali limity

Pracownicy cukrowni są bardzo zaniepokojeni. – Przez kilka lat zaciskaliśmy pasa, aby tylko utrzymać firmę – mówią. – Kiedy pojawił się inwestor strategiczny, duński koncern Danisco, myśleliśmy, że problemy się skończyły. Odkąd wykupili nas Brytyjczycy wszystko zaczęło się sypać. Im zależało tylko, aby zyskać limity na cukier.
Dopóki właścicielem większościowego pakietu było Danisco załoga cukrowni była zadowolona. Związki zawodowe wynegocjowały dla pracowników korzystny pakiet socjalny. Umowa parafowana m.in. przez Ministra Skarbu, który ma w pelplińskiej cukrowni tzw. złotą akcję, gwarantowała firmie rozwój.

Ważna umowa

W jednym z punktów widnieje zapis: “W przypadku zbycia w jakiejkolwiek formie akcji serii F (pakiet większościowy – przyp. aut.) Danisco Sugar A/S gwarantuje, iż ich nabywca zobowiązuje się w formie prawnie skutecznej do respektowania niniejszej umowy.”Jedynie Skarb Państwa ma możliwość zablokować działania Britis Sugar.
Mimo problemów cukrownia zamknęła rok zyskiem. “Nagrodą” za ten wynik jest proponowana “restrukturyzacja”. Dziś do cukrowni mają przyjechać przedstawiciele British Sugar. Podczas spotkania mają zostać wyjaśnione sporne kwestie podnoszone przez załogę cukrowni.
Jak nam powiedział Stanisław Marchlewicz, prezes Cukrowni “Pelplin” firma nie ucieknie przed restrukturyzacją. Załoga ma jednak pretensje, o to że British Sugar nie zapewnił nowych stanowisk pracy.

  • Na polskim rynku
    British Sugar wykupił 10 polskich cukrowni, z tego w 5 już zaprzestano produkcji. Jako pierwszą ?wygaszono? cukrownię w Świeciu, potem dołączyły do niej zakłady w Michałowie, Guzowie, Ciechanowie i Kętrzynie. Pelplin jest kolejnym nabytkiem Brytyjczyków przeznaczonym do wygaszenia.

    Autor artykułu: Krystyna Paszkowska