Faworyt tego meczu był jeden. Prokom Trefl nie zawiódł swoich sympatyków i w spotkaniu derbowym ekstraklasy koszykarzy zwyciężył w Sopocie Czarnych Słupsk 72:59. Z trybun przyglądał się poczynaniom zawodników Gary Alexander. Amerykanin z hiszpańskim paszportem w końcu odnalazł się i wzmocni Prokom Trefl już w najbliższym meczu.
Kiedy oba zespoły wyszły do prezentacji, na parkiet poleciało mnóstwo serpentyn i obsługa hali miała sporo pracy. Czarni po raz kolejny zagrali bez Andreja Kriwonosa, a na własną prośbę wystąpił po ciężkiej grypie Augenijus Vaskys. W szeregach gospodarzy zabrakło chorego Dariusa Maskoliunasa i Josepha McNaulla, który przebywa w szpitalu po operacji kolana. McNaull cały czas był obecny na trybunach. Kibice przygotowali specjalny transparent z napisem “Gramy dla Joego”
Po raz kolejny potwierdziło się, że derby wyzwalają w zawodnikach większe emocje. Dlatego dwukrotnie o mały włos zawodnicy nie stoczyli na parkiecie pojedynków… siłowych.
Słupszczanie rozpoczęli imponująco. Wprawdzie na pierwsze punkty wszyscy czekali dwie minuty, ale później, niemalże do połowy tej kwarty, do kosza trafiali tylko goście. Spod opieki Rafała Franka nie mógł się uwolnić najlepszy strzelec Prokomu Trefl – Josip Vranković. Skutecznie kierował poczynaniami kolegów Robert Kościuk. Czarni prowadzili więc 10:0 i dopiero wówczas jeden z rzutów wolnych wykorzystał Tomasz Jankowski. Słupszczanie wygrali tę część, ale w drugiej kwarcie sopocianie zaczęli trafiać zza linii 6,25. W 18 min wyrównał Filip Dylewicz, który przyzwoicie radził sobie jako center, wyręczając Jankowskiego.
Od stanu 24:22 miejscowi zdobyli 11 pkt z rzędu, nie tracąc żadnego. Mimo, że na ławce rezerwowych siedział cały czas mający już trzy przewinienia Vranković. Chorwat wrócił w trzeciej kwarcie i niemalże na zawołanie zaczął zdobywać punkty. Słupszczanie zbliżyli się wówczas na cztery “oczka” (35:31).
Przed ostatnią odsłoną gospodarze posiadali 14-punktową przewagę, ale Czarni nie zamierzali rezygnować. Początek tej kwarty wygrali 7:0, ale w 33 min parkiet opuścił – piąte przewinienie – przywitany owacyjnie ekssopocianin, Michał Hlebowicki. Jego koledzy nadal nie mogli znaleźć sposobu na Vrankovicia, a wyraźnie “rozkręcił się” Igor Milicić. Obrońca Prokomu Trefla zapisał na koncie aż dziesięć asyst.
Słupszczanie okazali się równorzędnym rywalem pod tablicami, wygrywając w zbiórkach 17 do 15. Doznali jednak więcej strat (13 – 7). Poza tym słabiej wykonywali rzuty osobiste (43 proc. – 63 proc.).
Autor artykułu: Maciej Polny