Archive for the ‘Archiwa z Dobrych Tekstów’ Category

Specjalistka od czarnego teatru

Tuesday, February 5th, 2002

Przez ostatnie trzy tygodnie Irena Dragan pracowała z aktorami słupskiego Teatru Lalki Tęcza, przygotowując nowy spektakl autorstwa Jana Romanovskiego pt. “Królewna Kukułeczka”, którego premiera odbędzie się w najbliższą sobotę.

Irena Dragan od dwudziestu lat jest dyrektorem kieleckiego Teatru Lalki, reżyserowała spektakle dla dzieci w wielu polskich miastach. Jest specjalistką od tzw. teatru czarnego. Specyfika tej formy teatralnej polega przede wszystkim na grze świateł.
- Na niewielkiej przestrzeni kilku aktorów obsługuje jedną lalkę – tłumaczy reżyserka. – Z widowni wydaje się, że poruszają się oni po wielkiej scenie, a tak naprawdę zajmują zaledwie kilkadziesiąt centymetrów. Widzowie tego nie widzą, ponieważ nie pozwalają im na to oślepiające światła.

“Królewna Kukułeczka” będzie miała jednak inną formę, bardziej tradycyjną. Na ,czarny teatr” mali słupszczanie będą musieli poczekać jeszcze rok. “Królewna…” to komedia lalkowa dla dzieci, a jej głównym motywem są perypetie zakochanej pary: cudownej urody tytułowej bohaterki i biednego kucharczyka Felka Precelka.

Irena Dragan
wykształcenie: polonistyka na Uniwersytecie Wrocławskim, studia teatralne w Pradze
zawód: reżyser
funkcja: dyrektor Teatru Lalki w Kielcach

Autor artykułu: JJ

Trzy rodziny w jednym mieszkaniu

Monday, February 4th, 2002

Wiesław i Elżbieta Sznazowie mieszkają z sześciorgiem dzieci w jednym pokoju. Korzystają ze wspólnej kuchni i toalety razem z dwiema wielodzietnymi rodzinami. Od 10 lat czekają na mieszkanie komunalne.

- Jesteśmy na 44 miejscu, prawie straciliśmy nadzieję na to, że coś się zmieni – mówią małżonkowie. – Przychodzimy na rozmowy z komisją mieszkaniową w Urzędzie Miasta. Słyszymy ciągle tę samą odpowiedź, że nie ma dla nas mieszkania.
Państwo Sznazowie żyją w czteropokojowym lokalu z dwiema innymi rodzinami. Razem zamieszkuje 19 osób. Siostra Wiesława Sznazy samotnie wychowuje pięcioro dzieci.

Mieszka tam także jego brat z czteroosobową rodziną.
- Nie jest łatwo żyć w tyle osób w jednym mieszkaniu – mówi Elżbieta Sznaze. – Wszystko łatwiej się psuje. Trzeba częściej odnawiać mieszkania. To dla nas duży wydatek. Jedna kuchnia i łazienka dla 19 osób bywa powodem do nieporozumień nawet dla najcierpliwszych. Rano gdy wszystkie dzieci wychodzą jednocześnie do szkoły, toaleta jest dosłownie oblegana.

Problemem rodziców jest stworzenie dzieciom warunków do odrabiania lekcji. Muszą uczyć się na zmianę.
- Ma to negatywny wpływ na wyniki w nauce – stwierdzają małżonkowie.

Mało mieszkań
Stanisław Berliński
przewodniczący Komisji Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej
Rady Miasta Malborka

– Rodzina Sznazów rzeczywiście ma trudne warunki mieszkaniowe. Byłem tam, jak u wielu innych osób, które starają się o przydział lokalu.
Niestety brak jest mieszkań komunalnych. Zwalniają się tylko wtedy gdy ktoś umrze lub co jest rzadsze, zostanie eksmitowany. Rodzinie wielodzietnej nie możemy zaproponować jednego pokoju, a takie zdarzają się częściej. Muszą więc dalej czekać.

Autor artykułu: (G.W.)

Radni znieśli opłatę adiacencką

Monday, February 4th, 2002

Radni Rady Miasta Malborka podczas ostatniej sesji, uchylili uchwaloną przez siebie w styczniu opłatę adiacencką.
Przeciwko jej wprowadzeniu protestowali mieszkańcy Kałdowa, dzielnicy, w której wykonano kanalizację. Mieszkańcy mieli zapłacić znaczne kwoty za wzrost wartości ich działek.

Wniosek o zniesienie opłat adiacenckich wniosło 5 radnych. Także wojewoda pomorski uznał uchwałę za niewłaściwą, ale z powodów formalno-prawnych. Gdyby nie została zniesiona, skierowałby sprawę do Naczelnego Sądu Administracyjnego.

Zarząd Miasta oprócz uchwały o zniesieniu opłaty, przygotował własną, ustalającą nowe, niższe o 10 procent stawki.
- Opracowaliśmy drugi dokument na wypadek, gdyby Rada Miasta nie zniosła uchwały o opłatach adiacenckich – wyjaśnia Mieczysław Roeding, burmistrz Malborka. – Pierwsza uchwała była nieprawidłowa pod względem formalnym, byłaby zaskarżona przez wojewodę do NSA.

Opłaty adiacenckie wzbogaciłyby budżet miasta w 2002 roku o 20 tys. złotych. Radny Waldemar Sokołowski zarzucał Zarządowi Miasta, że ta kwota jest większa od pieniędzy, jakie wziął rzeczoznawca za określenie wartości działek.
- Suma jest niska, gdyż dotyczy tylko raty za jeden rok. Całkowita kwota opłat adiacenckich wynosiłaby około170 tys. złotych. Planowaliśmy rozłożyć ją na 10 lat – odpowiadał M. Roeding.

Ponowił on propozycję rozpatrzenia uchwały w sprawie ustalenia opłat adiacenckich podczas najbliższej sesji pod warunkiem zgody komisji rady.
Radny Władysław Krawczyk powiedział, że nie byłoby to w porządku wobec mieszkańców Kałdowa, którzy wyszli z sesji w przeświadczeniu, że sprawa opłat nie wróci już pod obrady.

Przeciw opłatom
Na wniosek Zarządu Miasta radni uchwalili 18 stycznia tego roku opłaty adiacenckie. Mieszkańcy Kałdowa byli tym oburzeni. Doprowadzili do spotkania z burmistrzem i radnymi. Ich działania spowodowały uchylenie kontrowersyjnej opłaty. Pobieranie jej jest zgodne z ustawą o gospodarce nieruchomościami. Jest ona ustalana w związku ze wzrostem wartości nieruchomości spowodowanymi: budową urządzeń infrastruktury technicznej oraz ze scaleniem i podziałem gruntów.

Autor artykułu: (G.W.)

Nagrody dla najlepszych wolontariuszy

Monday, February 4th, 2002

W Miejskim Domu Kultury odbyło się spotkanie z młodzieżą, która zebrała najwięcej pieniędzy podczas akcji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

- Kolejny raz nagrodziliśmy najlepszych i najskuteczniejszych wolontariuszy. Przygotowaliśmy dla nich pamiątkowe dyplomy oraz koszulki – mówi Teresa Żelazo z MDK.

Najwięcej pieniędzy, 340 zł i 89 gr zebrała Anna Dobrowolska, uczennica gimnazjum. Otrzymała pamiątkowy kubek WOŚP.
- Zbiórkę prowadziłam wspólnie z siostrą w dzielnicy Piaski oraz w centrum miasta. Nie spodziewałam się, że takiego wyniku, zwłaszcza że w akcji brałam udział po raz pierwszy – mówi A. Dobrowolska.

Drugie miejsce zajął Łukasz Koteras, trzecie Justyna Dobrowolska, czwarte Malwina Więcławska.

Autor artykułu: (jotka)

Zabawa na Kolibkach

Sunday, February 3rd, 2002

Dzieci z klubu jeździeckiego na Kolibkach i maluchy uczestniczące w zajęciach hipoterapeutycznych bawiły się razem na zabawie karnawałowej w klubie.

Dla wszystkich gości, bez względu na wiek, biletem wstępu na imprezę było pomysłowe przebranie. Mali Indianie, księżniczki i Czerwone Kapturki razem z rodzicami i terapeutkami tańczyły, śpiewały, brały udział w konkursach, przy czym wszystko zorganizowane było w taki sposób, aby maluchy bez względu na stan zdrowia miały równe szanse.

- Dzieci niepełnosprawne takie, jak mój Sebastian, rzadko mają okazję do zabaw z rówieśnikami – mówi Gabriela Jarmińska. – Takie integracyjne imprezy wnoszą wiele urozmaicenia w życie upośledzonych przez los maluchów. Mój synek, chociaż z początku był trochę onieśmielony, teraz uśmiecha się szeroko i bawi się świetnie.
Podczas imprezy prezentowane było także urządzenie o tajemniczej nazwie parapodium.

- Urządzenie to umożliwia chodzenie dzieciom, które mają problemy z poruszaniem się – opowiada Elżbieta Pantelewicz ze Szkółki Jeździeckiej w Kolibkach. – Często dużą pomocą w pracy z niepełnosprawnymi dziećmi jest nawet samo uzyskanie pionowej postawy. Parapodium można dostosowywać także do wzrostu dziecka, co też jest szczególnie ważne w przypadku małych pacjentów.

Autor artykułu: (aga)

Wkrótce powitają 4700 rok

Sunday, February 3rd, 2002

Tylko 8 dni pozostało Chińczykom do powitania nowego, 4700 roku, który przebiegać będzie pod znakiem konia, symbolizującego ludzi towarzyskich, dynamicznych, silnych i gościnnych. W chińskim hotelu Zhong Hua w Sopocie świętowanie z tej okazji rozpocznie się już w najbliższą sobotę.

- Uroczystości związane z witaniem Nowego Roku są dla Chińczyków tak samo ważne, jak dla Polaków święta Bożego Narodzenia – mówi dyrektor hotelu Zhong Hua, Jerzy Bartkowski, który kilka lat pracował w Chinach jako radca handlowy. – Jest to święto wiosny, liczone według kalendarza księżycowego. Jest ono ruchome. Przypada zwykle między 21 stycznia a 20 lutego. Chińczycy obchodzą je bardzo radośnie w rodzinnym gronie i przy suto zastawionym stole.

Noworoczne świętowanie, posiadające 1500-letnią tradycję, trwa zwykle 3 dni. W sopockim hotelu Zhong Hua witanie nowego roku rozpocznie się 9 bm. o godz. 21 i przypominać będzie naszego, tradycyjnego sylwestra.

Autor artykułu: (hb)

Drapieżne ptaki nie przeżyłyby bez opiekunów

Sunday, February 3rd, 2002

Dochodzi godzina 9 rano. Nad ogrodem zoologicznym w Gdańsku Oliwie krążą duże ptaki. Czasami sześć, zdarza się, że kilkanaście. To myszołowy.

Zlatują się tutaj z trójmiejskich lasów i okolicznych pól. W zoo czeka bowiem na nie poczęstunek. Z dala od siedzib zwierząt, między krzaczkami i drzewami, na niewielkiej polanie, podrzucane są kości i resztki mięsa – to śniadanie tych skrzydlatych, dziko żyjących drapieżników.

Zimową porą niełatwo myszołowom żyć. Trudno coś upolować. W zoo ptaki te mają zapewniony wikt. Dba o nie Andrzej Gutowski, asystent w Dziale Hodowlanym Miejskiego Ogrodu Zoologicznego Wybrzeża. Niemal codziennie, o tej samej porze – około godz. 9 rano – wykłada myszołowom śniadanie. Miejsce porannych biesiad tych dużych ptaków, znajduje się nieco na uboczu. Nieczęsto zaglądają tam zwiedzający oliwskie zoo.
Andrzej Gutowski od wielu lat zimą częstuje myszołowy kośćmi i mięsem pozostałym po porannym posiłku stałych mieszkańców zoo.

Na śniadania, przygotowywane przez pana Andrzeja, przylatuje przeciętnie sześć myszołowów, ale bywa, że kilkanaście zaspokaja tu zimowy głód.
Zdarza się, że do stołówki myszołowów w zoo zaglądają orły bieliki.
Z nastaniem wiosny myszołowy są coraz bardziej zdane na własne utrzymanie. W kwietniu posiłki dostają tylko raz w tygodniu. Muszą się już wyprowadzać z oliwskich lasów, bo tutaj inne mają swój rewir – gniazdowania i łowów.

Myszołowom groziła zagłada. Jako drapieżniki, żywią się gryzoniami. Te zaś konsumują najróżniejsze rośliny, jeszcze kilkanaście lat temu pełne toksycznych substancji, pochodzących z chemicznych środków stosowanych w rolnictwie. Drapieżne ptaki zaś zatruwały się tymi skoncentrowanymi w gryzoniach nawozami sztucznymi, chemicznymi środkami używanymi do zwalczania szkodników czy chwastów.
Myszołowy były też w przeszłości tępione przez ludzi. Obwiniano bowiem te ptaki o porywanie z podwórek drobiu i gołębi. Wypreparowany myszołów w niejednym domu zdobił wnętrze najważniejszego pokoju.
Nasz myszołów (gatunek zwany zwyczajnym, wychowujący w Pomorskiem młode) ma około 55 centymetrów długości i 1,30 metra rozpiętości skrzydeł. Waży około kilograma. Część tych ptaków na zimę odlatuje. Przybywają wówczas do nas myszołowy włochate, z północy Europy.

W Polsce myszołów jest uważany za najpopularniejszego ptaka drapieżnego. Na świecie jest ich około 20 gatunków. Polują one na niewielkie stworzenia. Nie pogardzą nawet owadami. Głównie jednak ich łupem stają się myszy, norniki, szczury, chomiki, a także krety, żaby, niewielkie ptaki. Zdarza się, że złowią rybę. Nie pogardzą jaszczurką, czy wężem.

Autor artykułu: Kazimierz Netka

Marynarze ratownicy

Friday, February 1st, 2002

Kursy ratownictwa drogowego rozpoczęły się w Brygadzie Lotnictwa Marynarki Wojennej na Babich Dołach.

W ciągu trzech dni grupa kilkunastu oficerów i chorążych będzie przypominać sobie podstawowe zasady postępowania przy wypadkach.
- Ćwiczenia reanimacji odbywają się na manekinie, będziemy też próbować ewakuacji z samochodu – mówi kmdr ppor. Sławomir Podolski, uczestnik kursu. – Wypadków drogowych jest bardzo dużo, chyba każdy był takiego świadkiem, ale niewielu potrafi profesjonalnie pomóc.
Pomysłodawcą szkoleń jest Automobil Klub Morski, który od kilku lat współpracuje z Brygadą. Na gdyńskim lotnisku często odbywają się rajdy samochodowe. A dowódca BLMW, kontradm. Zbigniew Smolarek jest działaczem AKM od blisko 30 lat.

- Jako specjaliści lotniczy jesteśmy przygotowani do ratowania życia na morzu – mówi kmdr Zenon Marchewka, szef logistyki BLMW. – Przeszkolenie z ratownictwa drogowego przeszedł każdy z nas, ale czas robi swoje i pewne rzeczy trzeba sobie przypomnieć.
Kmdr Marchewka dodaje, że już dwukrotnie udzielał pomocy poważnie rannym w wypadkach drogowych. – Wiem, jak trudno jest działać praktycznie, kiedy nagle, w wielkim stresie trzeba wykorzystać teoretyczne umiejętności.
Zaplanowane są już kursy dla kolejnych grup.

Autor artykułu: (air)

Pęknięta kamienica przy ul. Kubacza

Friday, February 1st, 2002

Pracownicy gdańskiej firmy GEO-Ekspert przystąpili do wzmacniania fundamentów kamienicy przy ul. Kubacza 3 w Sopocie. Dom ten został uszkodzony w związku z robotami, jakie wykonywała firma Polnord-Bud SA, która w bliskim sąsiedztwie wznosi nowe apartamenty.

O sprawie pisaliśmy 8 stycznia br. Prezydent Sopotu, Jacek Karnowski, dwukrotnie odwiedził lokatorów zniszczonej kamienicy i obiecał, że wszelkie szkody zostaną naprawione. Zachęcił mieszkańców do podjęcia starań o obniżkę czynszu w związku ze zwiększonymi wydatkami na ogrzewanie mieszkań, w których są nieszczelne okna i dziury w ścianach.
Nasza publikacja sprawiła, że w sopockim Urzędzie Miasta odbyły się zebrania z przedstawicielami firmy Polnord-Bud SA oraz kompetentnymi pracownikami administracji. Przeprowadzono ponadto rozmowy z mieszkańcami. Ustalono harmonogram prac.

W środę, 23 stycznia pracownicy firmy GEO-Ekspert rozpoczęli wiercenie otworów w rurach, którymi pod dużym ciśnieniem będzie wtłaczany beton. – Wykonamy około pięćdziesięciu takich otworów – informuje Robert Marcinkiewicz, wiertacz z firmy GEO-Ekspert. – Wtłaczany beton pozwoli umocnić fundamenty kamienicy.
Roboty mogą potrwać kilka tygodni. Jednak niektórzy mieszkańcy nie są zadowoleni.
- Na zebraniu, jakie odbyło się 21 stycznia br., dano nam do zrozumienia, że jesteśmy naciągaczami – mówi Jadwiga Koczoń, w której mieszkaniu nie tylko popękały ściany, ale również wypaczyły się okna. – Okna są krzywe. Zheblowano je. Zarzucono mi, że chcę wyłudzić nowe okna. A mnie na nowych oknach nie zależy. Chcę, by ziąb nie przedostawał się przez szpary.

- W moim mieszkaniu sytuacja jest podobna – żali się Alina Potkańska.
Inni mieszkańcy mówią, że firma Polnord-Bud wyraźnie zmierza do ograniczenia zakresu robót. Przyznają, że kamienica, w której mieszkają, jest stara. Twierdzą jednak, że to budowa nowych apartamentów w sąsiedztwie, zaszkodziła jej najbardziej.
- Ponownie zaznaczam, że mieszkańcy nie mają powodów do obaw – mówi Jerzy Zblewski, dyrektor Polnord-Bud SA w Gdyni. – Wszystkie roboty zostaną wykonane zgodnie z ustalonym harmonogramem. Po zakończeniu remontu stan kamienicy przy ul. Kubacza 3 będzie dużo lepszy.

Autor artykułu: (hb)

Słodkie podarunki i zabawa

Friday, February 1st, 2002

Około 170 dzieci wzięło udział w zabawie choinkowej w Robakowie, którą zorganizował radny Edmund Słowi. Do prac włączyli się też nauczyciele ze Szkoły Podstawowej w Sychowie. Młodzież tej szkoły pod kierunkiem pedagogów wystawiła jasełka, które z zainteresowaniem obejrzeli dorośli i dzieci, nagradzając małych aktorów gromkimi brawami. Po występach przyszedł czas na zabawę i tańce. Maluchy chętnie tańczyły i brały udział w pląsach, do których zapraszał wodzirej w mikołajowej czapce.
- Taka impreza dla wszystkich dzieci w wieku od 1 roku do 13 lat zorganizowana została po raz pierwszy i bardzo nas to cieszy – powiedziała jedna z mam, która przyszła na spotkanie ze swoimi maluchami.

Punktem kulminacyjnym programu było pojawienie się św. Mikołaja ze słodkimi prezentami dla dzieci. Radości było wiele, chociaż nie wszystkie dzieci miały odwagę podejść po swoją niespodziankę. Paczki ze słodyczami ufundował organizator, dołączyła się też firma Wakoz – Eksploatacja Kruszywa z Robakowa.
- Raz w roku spotykam się z dorosłymi mieszkańcami wsi, dlatego postanowiłem też zaprosić ich dzieci – dodał radny Edmund Słowi.

Autor artykułu: (Wiol)